Moja własna wnuczka, córka mojego syna, wyraziła swoje oburzenie, kiedy przepisałem swoje mieszkanie na kuzyna. Sama poczuła się urażona, a mój syn i jego żona również poczuli się urażeni. Ale kiedy potrzebowałem pomocy, to nie ona przyszła do mnie pierwsza, ale mój kuzyn. Miałem brata, który był trzy lata starszy ode mnie.
Od najmłodszych lat staczał się na dno. Moi rodzice pracowali w fabryce i nie mieli zbyt wiele czasu na wychowywanie nas, więc mój brat był w rozsypce. Mamy przykładną rodzinę, ale mój brat przejął po kimś z rodziny i był zupełnie inny od nas. Znalazł żonę w tej samej firmie, dziewczyna miała takie same nawyki jak on, więc po ślubie mieli siebie dość jak na codzienne wakacje. Kiedy urodziła im się córka, na chwilę zupełnie zapomnieli o dawnym życiu, ale wkrótce zaczęli je na nowo.
W tym czasie kończyłem studia w instytucie i nie miałem własnej rodziny. Kiedy mój brat i jego żona bawili się, dziewczyna często zostawała z nami, a dziadkowie zajmowali się wnuczką, próbując ją wychować. Ale i tu coś poszło nie tak. W tym czasie sama zostałam już matką, mieszkałam z mężem w tym samym mieście i miałam syna. Jego i jego kuzynkę dzieliło pięć lat różnicy, ona była starsza. Nie komunikowali się ze sobą, w ogóle nie utrzymywaliśmy kontaktu z tą rodziną, ponieważ całkowicie opuścili wybrzeże. Długo nic o nich nie słyszałam, nasz syn już się ożenił, mieli dziecko, kiedy dostałam telefon z urzędu opiekuńczego, że moja siostrzenica urodziła dziewczynkę i zamierzają pozbawić moją matkę praw. Poleciałam tam, w końcu to była moja rodzina.
Sprawa okazała się, że matka nie została pozbawiona praw, niby znalazła pracę, wynajęła pokój, a dziecko zostawiła ze sobą. Zaczęłam pomagać jak mogłam, mój brat i jego żona już nie żyli, a siostrzenica chyba próbowała się pozbierać. Zabierałem jej córkę do siebie, kiedy tylko potrzebowałem, pracowałem z nią, dawałem jej ubrania. Często chodziłyśmy razem na spacery, we trójkę, moje dwie wnuczki, moja własna i kuzynka. Tania też nazywała mnie babcią. Mój syn nie popierał mojego zapału, mówiąc, że wymyśliłam sobie ciężar, a potem wylewałam łzy, gdy Tanya poszła w ślady swojej matki i dziadków. Wierzyłam w najlepsze.
Dziewczyny przestały komunikować się ze sobą w szkole, nie było nieporozumień, były po prostu z różnych planet. Lera była w pełni wspierana przez swoich rodziców, a czasami Tanya była wspierana przez matkę, gdy bez wahania patrzyła w światło, lub przeze mnie w trudnych chwilach. Bardzo przywiązałam się do tej dziewczyny. Teraz obie dziewczynki są już dorosłe, Tanya pracuje, a Lera kończy studia.
Utrzymuję kontakt z nimi obiema, ale Lera nie ma nawet czasu do mnie zadzwonić, a Tanya przychodzi do mnie co drugi dzień, aby pomóc mi gotować, sprzątać, robić zakupy i po prostu wypić razem herbatę. Kiedy zachorowałam zimą, syn i synowa od razu kazali mi zadzwonić po karetkę i jechać do szpitala, bo nie mieli czasu się mną zająć. Powinniśmy po pracy jechać przez miasto, żeby cię odwiedzić? To długa droga, a my nie jesteśmy już młodzi, co zrobimy?” – przekonywał mnie syn. Ale ja nie chciałam tam jechać. Domy też pomagają w ścianach, a tam jest już dużo ludzi.
Tanya pomogła mi, prawie została ze mną przez dwa tygodnie, robiła wszystko wokół domu, pomagała we wszystkim. Wstydziłam się, że młoda dziewczyna zajmuje się mną, starą kobietą, ale ona nie chciała nic słyszeć. “Babciu, to nie jest dla mnie trudne”, mówiła. Będę miała czas na spacer”, przekonywała mnie. Lera komunikowała się ze mną tylko przez telefon i nawet wtedy nie rozpieszczała mnie swoimi telefonami. Sam do niej nie dzwoniłem, nie chciałem psuć jej nastroju. Ilekroć się do niej dzwoni, jest zajęta i to takim tonem, że aż nieprzyjemnie.
Mój syn i synowa również przyszli tylko raz. Zauważyłem to już dawno, ale sytuacja z moją chorobą postawiła wszystko na swoim miejscu.
Od razu stało się jasne, kto i jak mnie traktuje. Mój syn wysyła mnie do szpitala, moja wnuczka Lera nigdy nawet nie zapytała, jak się czuję. Tylko Tanya przyszła i pomogła mi, chociaż tak naprawdę byłam dla niej nikim, zwykłą nieznajomą. Pomyślałem o tym i zdecydowałem, że przekażę moje mieszkanie Tanyi. Poszedłem i załatwiłem wszystkie formalności, a teraz ona dostanie mieszkanie po mnie.
Nikomu o tym nie mówiłem i nie zamierzałem, dopóki mój syn o tym nie wspomniał. Lera jest już dorosła i chce mieć własne mieszkanie. Mój syn i synowa nie mają takich pieniędzy, więc zaproponował, żebym oddał swoje dwupokojowe mieszkanie Lerze, a oni wezmą dla mnie kredyt hipoteczny w regionie.
Nie muszę dojeżdżać do pracy, więc jakie to ma znaczenie? Powiedziałam mu, że sprawa z mieszkaniem została już rozwiązana i że Tania je dostanie. Początkowo syn mi nie wierzył, przyjechał nawet z synową i Lerą. Rozmowa nie poszła dobrze. Przekonywali mnie, że się mylę i że Tanya przyszła do mnie tylko ze względu na mieszkanie. Powiedzieli, że mam własną wnuczkę, a ja podałam mieszkanie nieznajomemu na srebrnej tacy. Dużo rozmawialiśmy, ale ja już podjęłam decyzję. Syn powiedział, że skoro już się zdecydowałam, to powinnam pozwolić, żeby Tania mi teraz pomogła. A ona i tak mi pomagała, tylko obietnice syna, a od Lerki nic.
Nie odzywają się do mnie od miesiąca i nic się w moim życiu nie zmieniło, a Tania nadal mnie odwiedza i tu też nic się nie zmieniło. Wręcz przeciwnie, martwi się o mnie, prosi, żebym to przemyślał i wszystko rozważył, żebym później nie żałował. Mówi, że mieszkanie nie jest w żaden sposób warte dobrych relacji rodzinnych. Poprosił mnie, żebym robiła wszystko w dobrej wierze i uczciwie. I zrobiłem to. A może się mylę?