Zaszłam w ciążę w wieku 16 lat, jeszcze w szkole. Wywołało to prawdziwy skandal w naszej małej wiosce. Ludzie wytykali mnie palcami, a moi rodzice nie wiedzieli, gdzie ukryć się przed wstydem. Ojciec nie chciał nawet na mnie patrzeć: “Lepiej, żebyś umarł, niż żebyś miał się tak zhańbić! Idź do babci, dłużej tego nie zniosę”. Poszedłem do domu babci w sąsiedniej wiosce, gdzie mieszkała na obrzeżach w starym domu. Było tam zimno i niewygodnie, ale wytrzymałam. Najtrudniejsze były ostatnie miesiące ciąży: nikt nie pomógł, nikt się nie przejął. Kiedy zaczął się poród, karetka ledwo zdążyła na czas.
Ale dałam radę, urodziłam i wychowałam syna w starym domu mojej babci. Wszyscy mówili, że powinnam znaleźć męża, ale ja nie chciałam. Pracowałam i żyłam dla mojego syna. Kiedy Mychajło dorósł i poszedł na studia, ja również wyjechałam do Włoch do pracy. Reklamy Nie chciałam wyjeżdżać wcześniej, nie mogłam zostawić dziecka. Praca za granicą wydawała się rajem w porównaniu z życiem na wsi.
Opiekowałam się starszą kobietą, która traktowała mnie bardzo dobrze. Zarabiałem wystarczająco dużo pieniędzy, a czasami kobieta dawała mi kolejne 100-200 euro w dowód wdzięczności. Te pieniądze pozwoliły mi w ciągu kilku lat kupić synowi jednopokojowe mieszkanie i zapewnić mu utrzymanie. Ale pieniądze bardzo zmieniły Mychajło, przestał nawet odwiedzać babcię.
Było mi smutno z tego powodu, ale nadal wysyłałem mu 500 euro co miesiąc, a resztę oszczędzałem na własne mieszkanie, ponieważ nie zamierzałem wracać do starej chaty. Minęło kilka lat i Michaił postanowił się ożenić. Oczywiście zapłaciłam za ślub i pomogłam mu kupić wszystko, czego potrzebował. Myślałam, że teraz wreszcie będę mogła oszczędzać na siebie. Ale w ciągu pięciu lat urodziło im się dwoje dzieci, a kiedy wybuchła wojna, moja synowa zaszła w ciążę z trzecim. Nadal pomagałem finansowo. Mimo to udało mi się zaoszczędzić 20 tysięcy euro na mieszkanie.
Koleżanka sprzedawała ładnie wyremontowane jednopokojowe mieszkanie, a ja zgodziłam się z nią je kupić. Latem przyszłam załatwić wszystko u notariusza, ale wtedy Michaił zaskoczył mnie wiadomością: – Mamo, sprzedaliśmy mieszkanie i kupiliśmy dom. Dokonaliśmy pierwszej wpłaty, teraz musisz mi dać pieniądze na drugą. – Jakie pieniądze? – 18 tysięcy euro. – O czym ty mówisz? Zamierzam kupić mieszkanie. – Mamo, nie możesz tego zrobić. Już się wyprowadziliśmy, wiesz, że nie da się mieszkać w mieszkaniu z trójką dzieci. Liczyłem na ciebie.
– Dlaczego sam tego nie odłożyłeś? Nawet mnie nie ostrzegłeś! Nie, musisz sama znaleźć pieniądze, już załatwiłam zakup. Mogę ci pomóc trochę później, ale nie dam ci całej kwoty. – Mamo, nie obchodzi cię, jak żyją twoje wnuki? – Oczywiście, że nie. Co miesiąc wysyłałam ci 500 euro, żebyś mogła zaoszczędzić. Mógłbyś zaoszczędzić te pieniądze już teraz. – Za kilka lat zarobisz wystarczająco dużo na mieszkanie. Po co ci to teraz? I tak wracasz do Włoch! – A jeśli coś się stanie i będę musiał pilnie wrócić?
Albo zachoruję? Gdzie będę mieszkać? – W wiosce z babcią! – To jedź tam z dziećmi! Postanowiłam postawić na swoim i nie oddałam pieniędzy. Nie mogłem sobie pozwolić na utratę mieszkania. Mikhail był bardzo obrażony i przestał się do mnie odzywać. Słyszałem, że brał pieniądze od kogo tylko mógł. Ale czy byłem zobowiązany dać mu pieniądze ponownie? Ile razy?