Tajemnica, którą ujawniła w sądzie, pozbawiła wszystkich obecnych daru mowy. W małej wiosce praktycznie całe życie mieszkała jedna babcia; miała na imię Zinaida Wasiliewna, a jej syn nazywał się Wiktor. Zinaida Wasiliewna nie była bardzo stara, ale przez całe życie cierpiała z powodu złego zdrowia. Pewnego razu, jeszcze młoda Zinaida, ucząc się w innym mieście, wróciła do domu z niemowlęciem w ramionach. Nazwała go Wiktorem. – Och, Zina to nasza wagarowiczka, dziecko urodziła nie wiadomo od kogo, a taką porządną zawsze się wydawała, całkiem miasto ją zepsuło — mówili znajomi. Zinaida oczywiście wszystko to słyszała, ale starała się nie zwracać uwagi na obrzydliwe plotki, poświęcając całą siebie na wychowanie i wychowanie syna. Nie miała wiele, ale Witia zawsze był zadbany, czysty i wyprasowany, nigdy nie głodował.
Zinaida Wasiliewna kochała go bezwarunkowo. Z czasem Witia dorósł i stał się zdolny do pomocy w gospodarstwie domowym. Choć nie był jeszcze dorosły, doskonale rozumiał, że jego mama dba o niego jak może, a on z kolei starał się odwdzięczyć, ponieważ mama często chorowała. Z czasem wszyscy w wiosce zapomnieli o jego pochodzeniu i nawet zaczęli się nim zachwycać. Był zbyt dobrym i wrażliwym chłopcem, a do tego miał złote ręce, więc naprawił ławkę, a sąsiadom przynosił deski. Wiktor świetnie uczył się w szkole, a nawet dostał się na studia na stypendium i ukończył je z wyróżnieniem; wyrażenie „złote dziecko” zdecydowanie odnosiło się do niego.
Po studiach został w mieście, znalazł dobrą pracę, a do matki jeździł co weekend, pomagając jej w gospodarstwie i zostawiając pieniądze. Po kilku latach znalazł sobie dziewczynę, która miała na imię Oksana. Już po pół roku, gdy Wiktor miał 28 lat, postanowili się ożenić, wszystkie wydatki wziął na siebie ojciec Oksany, ponieważ ona pragnęła hucznego wesela, na które ani Wiktor, ani tym bardziej Zinaida Wasiliewna nie mieli pieniędzy. W dniu ślubu z strony Wiktora gościem była tylko mama — Zinaida Wasiliewna. Wszyscy goście patrzyli na nią z wyraźną pogardą, ponieważ niemal wszyscy mieli znacznie więcej pieniędzy, a na początku szeptali: — Co mogło zainteresować Oksanę w tym chłopaku z wioski?
Nie ma on w zasadzie nic, szepcali niektórzy. W innym przypadku wesele przebiegło spokojnie. Po tym jasnym wydarzeniu Wiktor zaczął coraz rzadziej jeździć do Zinaidy Wasiliewnej, stale znajdując jakieś powody: to za dużo pracy, to za dużo spraw, to zapomniał. Cała sprawa tkwiła w jego żonie Oksanie: bardzo nie podobała jej się wieś i jeździła tam tylko raz, kiedy Witia zabrał ją, aby poznała matkę. Początkowo Wiktor opierał się wpływowi Oksany, ale po ślubie uległ jej i zaczął zapominać, że jego mama z powodu zdrowia nie może stale zajmować się całym gospodarstwem i nie może nigdzie pracować.
A po kilku miesiącach zupełnie przestał dzwonić, a później nawet wysyłać pieniądze.
Zinaida Wasiliewna była bardzo rozczarowana tą sytuacją; lato się kończyło, drewna prawie nie zostało, a na jej mizerną emeryturę, biorąc pod uwagę stan zdrowia, nie wystarczyło nawet na nie. Pewnego dnia do niej przyszła sąsiadka Luba: — Zina, chodź do mnie, napijemy się herbaty, bo smutno mi samej — zaproponowała Luba. Zinaida Wasiliewna zgodziła się, rozmawiały trochę. Zinaida Wasiliewna zaczęła narzekać na swoją sytuację, ponieważ nie miała z kim podzielić się problemami. Opowiedziała o wszystkim, o trudnościach finansowych i o tym, że syn zupełnie o niej zapomniał, choć włożyła w niego całe swoje serce. — Och, w naszej wiosce bez drewna nie przeżyjesz, można zamarznąć, ja oczywiście mogę ci trochę pomóc, ale to nie w porządku, że Witia ci nie pomaga. Po pewnym czasie Luba zaproponowała napisanie pozwu, aby Wiktor płacił alimenty, skoro nie chce jej pomóc, przecież nie ma zamiaru głodować.
Zinaida Wasiliewna była przeciwną takim działaniom, zbyt mocno kochała syna i nie chciała mu sprawiać kłopotów. Ale zmieniła zdanie, po tym jak przez tydzień nie mogła dodzwonić się ani do Wiktora, ani tym bardziej do Oksany. Dzwoniła zarówno w ciągu dnia, jak i wieczorem, a nikt nie odbierał. Napisała pozew, sąd odbył się w lokalnym klubie. Wszyscy już byli na miejscu, przyszło wielu mieszkańców wioski, ponieważ było ciekawe, co się wydarzy.
Ostatnia do sali weszła Zinaida Wasiliewna, bardzo chuda, a już nawet garbata. Wiktor, gdy tylko zobaczył mamę, natychmiast się rozpłakał. Był tak długo od niej oddalony. Sąd najpierw wezwał Wiktora. — Nie, nie zapomniałem o mojej mamie, po prostu mam bardzo dużo pracy. A pieniądze wysyłam jej co tydzień, jak zawsze; no nie osobiście, daję pieniądze Oksanie i ona powinna je wysyłać pocztą, jak zawsze. Wiem, że moja mama nie może się sama utrzymać i dbam o nią, tak jak ona dbała o mnie kiedyś. Następnie sąd wezwał Oksanę, żonę Wiktora. — Zawsze wysyłałam jej pieniądze, jak prosił Witia, pewnie jej mało, więc udaje nieszczęśliwą, żeby dać więcej pieniędzy — oskarżała Oksana, nie czując się skrępowana.
Wiktor wyraźnie nie był zadowolony z tych słów. — Możesz udowodnić, że wysyłałaś pieniądze, które ci dał mąż? — zapytał sędzia. — Nie, nie mogę. Niech lepiej ona powie, kto jest ojcem Wiktora, bo przez całe życie trzyma go w niepewności — próbowała zmienić temat Oksana i jej się to udało. Sala natychmiast zaczęła szeptać, ale Zinaida Wasiliewna wstała z miejsca i gdy zaczęła mówić, sala ucichła, wszystkim było ciekawe, co na to odpowie. — Mogę odpowiedzieć! W rzeczywistości powinnam była przyznać się do tego już dawno. Przepraszam, Witiu, że ukrywałam przed tobą prawdę. Wiktor nie jest moim biologicznym synem i nie znałam jego rodziców.
Pewnego razu szłam po obronie dyplomu przez park do akademika i usłyszałam cichy płacz za krzakami. Oczywiście poszłam sprawdzić; znalazłam paczkę z dzieckiem, które zabrałam do siebie. Jedyną rzeczą, jaką znalazłam od jego rodziców, była kartka z dwoma słowami — „Przepraszam, synku”. Przywiozłam go do siebie do wioski, nadałam mu imię i swoje nazwisko, wiedziałam, że nie będę miała swoich dzieci, ponieważ z powodu moich ciągłych problemów ze zdrowiem, mężczyźni nie odważyli się budować ze mną poważnych relacji, wszyscy, którzy mnie znają w wiosce, to potwierdzą, z tym się pogodziłam.
Przysięgłam, że wychowam Witię jak własne dziecko i zawsze będę się o niego troszczyć — przyznała się Zinaida Wasiliewna. Po jej słowach cała sala pogrążyła się w ciszy; rzeczywiście wszyscy wiedzieli tylko to, że Zinaida przyjechała z miasta z dzieckiem i nic więcej. Ciszę przerwał Wiktor, który rozpłakał się jak małe dziecko i prosił o wybaczenie, że przestał jeździć i pomagać mamie. — Jesteś moją mamą, nawet jeśli nie biologiczną, ale bez ciebie nie przetrwałbym i nie stałbym się takim człowiekiem, jakim jestem teraz. Jesteś moją najbliższą osobą i nigdy więcej cię nie opuszczę. Przepraszam cię, mamo. Po tygodniu Wiktor złożył dokumenty rozwodowe z Oksaną, nie mógł jej wybaczyć kłamstw i czynów wobec jego matki; okazało się, że przywłaszczała sobie te pieniądze i nigdzie ich nie wysyłała. Znowu zaczął jeździć do matki w weekendy i pomagać w gospodarstwie. Zinaida Wasiliewna mu wybaczyła, ponieważ bardzo go kochała. Wiktor długo nie był kawalerem, a po kilku miesiącach znalazł sobie piękną i mądrą dziewczynę. Żyją razem już rok, a wkrótce Zinaida Wasiliewna będzie opiekować się wnuczką.