Nie mogła przeżyć rozwodu. Tata również nie miał czasu na mnie, miał nową rodzinę. Kiedy rodzice byli razem, również się mną nie interesowali, bo cały czas się kłócili. Byłam zostawiona sama sobie. Po kilku miesiącach mama się otrząsnęła. Pojawił się ktoś, kto się nią zainteresował, ale mnie nie polubił. Trudno było mi mieszkać z nim w jednym mieszkaniu. Wyprowadziłam się do mojego chłopaka, mama była tylko szczęśliwa. Łowa miał wtedy 25 lat, a ja miałam 15. Jego mama była przeciwko mnie, ale nie mówiła tego głośno. Mówiła, że psuję mu życie i wypominała mi mój wiek.
Widzicie, byłam za młoda na związek, szczególnie z 25-letnim mężczyzną. W jej słowach było trochę prawdy, ale nie chciałam wracać do mamy, więc byłam z Łową. On nie pozwalał mi opuszczać szkoły, a także pomagał mi w nauce. To było miłe. Czułam się bezpieczna w jego towarzystwie. Wszystko było świetnie, dopóki nie dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Łowa nie ukrywał swojego smutku, ale nie prosił mnie o pozbycie się dziecka. Zdecydował, że musimy je urodzić. Nasze mamy były kategorycznie przeciwko.
Moja mama nawet powiedziała, że jeśli będą problemy z dzieckiem, nie mogę liczyć na jej pomoc. Łowa pojechał na delegację, a ja zostałam z jego matką. Próbowała mnie wyprosić z domu. Smutno mi to mówić, ale udało jej się to zrobić. Po kolejnym skandalu spakowałam rzeczy i pojechałam do babci ze strony ojca. Łowa ani razu mnie nie odwiedził. Kiedy wrócił z delegacji, matka powiedziała mu o mnie najgorsze rzeczy. Domyślałam się, że Łowa jej uwierzył, dlatego zdecydował się mnie porzucić. Z babcią długo nie mogłam mieszkać, bo w mieście mnie wyśmiewali. Ludzie plotkowali o mnie na różne sposoby.
Zrozumiałam, że moja córka nie może żyć w mieście, w którym tak bardzo nie lubią matki. Nie zastanawiając się długo, spakowałam rzeczy i pojechałam do sąsiedniego miasta z córką. Problemy zaczęły się od razu, gdy skończyły się pieniądze. Nie mogłam znaleźć pracy, nikt nie chciał zatrudnić 18-letniej dziewczyny bez wykształcenia. Kiedy zostałam bez pieniędzy, postanowiłam żebrać na dworcu. Innej drogi nie widziałam. Na dworcu podeszła do mnie kierowniczka kawiarni. Znała mnie i moją smutną historię. Kobieta zaproponowała mi pracę w swojej kawiarni. Dała mi zaliczkę i zapisała córkę do przedszkola. Wtedy zrozumiałam, że dobrzy ludzie jeszcze nie wymarli, oni istnieją i żyją wśród nas.