Nazywam się Madeleine Fournier. Jest coś, co muszę powiedzieć, zanim będzie za późno, zanim mój głos zostanie uciszony na zawsze. Widziałem kobiety w ciąży zmuszone do wyboru między trzema drzwiami.
Trzy ponumerowane drzwi ustawiły się na końcu zimnego, wilgotnego korytarza, oświetlonego tylko żarówką, która migotała jak umierające serce. Bez tabliczki, bez wyjaśnienia, tylko trzy metalowe drzwi pomalowane na szaro, z których każde kryje inny los-wszystkie okrutne, wszystkie obliczone na zniszczenie nie tylko naszych ciał, ale i naszych dusz. Niemieccy żołnierze nie dali nam czasu na myślenie i modlitwę. Oficer po prostu wskazał I rozkazał z mrożącym krew w żyłach chłodem:
“Wybierz teraz.”A my, młodzi i przerażeni poruszającymi się w nas dziećmi, byliśmy zmuszeni zdecydować, jaka forma cierpienia będzie nasza. Wybrałem drzwi numer 2 i przez lata dźwigałem ciężar tego wyboru jak kamień w piersi. Dziś drżącymi rękami opowiadam, co wydarzyło się za tymi drzwiami, aby kobiety, które nie wróciły, zasługiwały na zapamiętanie jako więcej niż zapomniane liczby.
Był październik. Mieszkałem w acieux en vert, małej, odizolowanej wiosce w górach południowo-wschodniej Francji. Mój mąż, Étienne Fournier, został zabrany w kwietniu do pracy przymusowej w fabryce amunicji w Niemczech. Nawet nie pozwolili mu się właściwie pożegnać. Dwa miesiące później odkryłam, że jestem w ciąży. Płakałem z rozpaczy i ulgą, bo miałem po co żyć w świecie, który pachniał śmiercią. Chroniłem tę ciążę, chowając brzuch pod szerokimi płaszczami, szepcząc obietnice niewidzialnemu życiu wewnątrz.
Tego październikowego poranka przyjechały wojskowe ciężarówki. Niemiecki żołnierz wskazał na mnie i powiedział łamanym francuskim: “kobiety w ciąży, chodźcie tutaj.”Zaciągnięto mnie do ciężarówki, w której siedziały już inne kobiety: Hélène Rouselle, Jeanne Baumont i Claire Delonet. Wszyscy byliśmy młodzi i w ciąży. Byliśmy zawiezieni godzinami do kompleksu zwanego South Vercors camp, eksperymentalnego miejsca stworzonego specjalnie do badania kobiet w ciąży. Niemcy później spalili dokumenty, aby wymazać jego istnienie, ale ja tam byłem.
Po przyjeździe ustawiliśmy się w kolejce przed oficerem o zimnych oczach, który zauważył nasze ciąże z uwagą kliniczną. Trzymano nas w ciemnych barakach z wilgotną słomą i nieznośnym zapachem. Następnego ranka żołnierze wykrzykiwali nasze liczby. Byłem numerem 83. Sześciu z nas zaprowadzono do szarego betonowego budynku z trzema metalowymi drzwiami o numerach 1, 2 i 3. Oficer kazał nam wybrać jedne drzwi i że nie możemy wrócić.
Hélène została wezwana jako pierwsza. Wybrała Drzwi Numer 1 i została wepchnięta do środka. Drzwi zamknęły się metalicznym brzękiem, po którym nastąpiła ciężka cisza. Jeanne wybrała drzwi numer 3. Potem przyszła moja kolej. Myśląc o Étienne i moich obietnicach, wyszeptałem: “drugi.”
Wewnątrz drzwi numer 2 był mały betonowy pokój z drewnianym krzesłem. Wkrótce poczułem intensywny upał. Ziemia i ściany zaczęły się nagrzewać w kontrolowany, obliczony sposób. Chciał zobaczyć, jak długo kobieta w ciąży może wytrzymać ekstremalne upały. Moja skóra pokryła się pęcherzami, a mój syn poruszył się gorączkowo we mnie. Krzyczałem i uderzałem w drzwi, aż się zawaliłem. W końcu drzwi się otworzyły i zostałem wyciągnięty, czerwony i pokryty pęcherzami.
Później poznałem losy innych. Za drzwiami numer 1 Hélène była narażona na ekstremalne zimno. Upadła w mniej niż 30 minut; jej dziecko zmarło w niej, a kilka dni później zmarła z powodu infekcji. Za drzwiami numer 3 Jeanne została wystawiona na działanie bezwonnego gazu. Udusiła się i wypluła krew. Jej dziecko urodziło się martwe, a tydzień później zmarła z powodu zniszczonych płuc.
Przeżyłem, podobnie jak mój syn. Kolejne dni były mgłą bólu. Każdego ranka żołnierze zabierali więcej kobiet, które nigdy nie wróciły lub wróciły zepsute. Claire, pielęgniarka, wróciła z pustymi oczami, a później miała ciche poronienie w nocy; zmarła wkrótce potem. Dostaliśmy tylko miskę czystej zupy dziennie. Traktowano nas jak zwierzęta laboratoryjne.
W grudniu, gdy spadł śnieg, zacząłem rodzić po siedmiu miesiącach. Z pomocą wdowy o imieniu Simone i innych kobiet urodziłam malutkiego, kruchego chłopca. Na początku nie płakał, ale po tym, jak Simone poklepała go po plecach, mały krzyk wymknął mu się z ust. Nazwałem go Lucien, co oznacza ” światło.”Nie miałem mleka, żeby go nakarmić, ale starsza kobieta podzieliła się kawałkiem suchego chleba i surowego ziemniaka, abym mógł go przeżuć i dać.
Na początku 1944 r.niemiecki lekarz zbadał Luciena na metalowym stole, robiąc notatki, jakby był przedmiotem, zanim zwrócił go z powrotem. W czerwcu 1944 r., w miarę postępów aliantów, Niemcy wpadli w panikę. Wyrzucili nas z obozu, zostawiając nas na pastwę losu. Szedłem przez kilka dni, trzymając Luciena w pobliżu, aż dotarliśmy do wioski wyzwolonej przez wojska francuskie. W końcu byliśmy wolni, ale wolność była gorzka, ponieważ tak wielu ludzi zginęło.
Wróciłem do swojej wioski i odbudowałem swoje życie. Lucien dorastał silny, nigdy nie znając horroru swoich pierwszych miesięcy. Étienne nigdy nie wrócił; zginął w eksplozji w fabryce. Przez lata milczałem, bo nikt nie chciał słyszeć tak mrocznych prawd. Ale w 2004 roku opowiedziałem swoją historię historykowi, aby nazwiska Hélène, Jeanne, Claire i Marguerite nie zostały zapomniane. Umarłem we śnie w 2010 roku, wiedząc, że dotrzymałem obietnicy ochrony mojego syna.
Teraz już wiesz. Jesteś odpowiedzialny za to, aby o tym pamiętać. Gdybyś stał przed tymi trzema drzwiami-zimnymi, termicznymi lub gazowymi-co byś wybrał? Jak byś żył z takim wyborem? Takie jest prawdziwe dziedzictwo wojny: ciężar, jaki ponoszą ci, którzy przeżyli. Postanowiłem opowiedzieć swoją historię, a teraz twoja kolej na wybór. Zapamiętasz ich imiona, czy odwrócisz wzrok? Zapomnienie jest również wyborem i czasami jest najbardziej okrutne ze wszystkich.
