Nazywam się Katerina Pavlovna Sokolova. Mam teraz 82 lata i mieszkam w małym mieszkaniu na obrzeżach Moskwy. Przez 58 lat milczałem o tym, co przydarzyło mi się w Niemczech. Nie powiedziałem moim dzieciom, nie powiedziałem moim wnukom. Rozmawiałam nawet z mężem tylko fragmentami, kiedy znalazł mnie w nocy w kącie pokoju, drżącego i mokrego od zimnego potu.Był potworem. Zamienił mnie w swoją zabawkę. A kiedy zabawka się zepsuła, wyrzucił mnie na zjedzenie przez psy. Ale przeżyłem. Nie powinienem był przeżyć, ale tak było. A teraz powiem Ci wszystko. Przed wojną mieszkałem w Kijowie. Był rok 1941. Miałem 19 lat i studiowałem na pielęgniarkę na Uniwersytecie. Streaming filmów wojennych
Marzyłem o pracy w Szpitalu Dziecięcym. Miałem długie, jasnobrązowe włosy, które nosiłem w warkoczu, i szare oczy, które moja matka nazywała kolorem deszczu nad Dnieprem. Mieszkałem z rodzicami i młodszym bratem Mishą w dwupokojowym mieszkaniu niedaleko centrum. Mój ojciec pracował jako inżynier w fabryce, a moja matka uczyła literatury w szkole.
W niedziele chodziliśmy do parku, a Misha jechała na huśtawkach, a ja czytałem Tołstoja na ławce pod lipami. Pamiętam zapach kwiatu lipy w czerwcu. Pamiętam słońce świecące przez liście i tworzące plamy światła na kartach książki. Pamiętam, że czułam się chroniona, kochana, żywa. Nie wiedziałem, że za kilka tygodni wszystko to zamieni się w popiół.
22 czerwca 1941 r. rozpoczęła się wojna. Niemcy przybyli tak szybko, że nie mieliśmy czasu na ewakuację. Mój ojciec poszedł na front w pierwszych dniach. Nigdy więcej go nie widzieliśmy. Mama, Misza i ja pozostaliśmy w okupowanym Kijowie. Na początku było to przerażające, ale znośne. Ukrywaliśmy się w domu, oszczędzaliśmy jedzenie, unikaliśmy patroli.
Ale we wrześniu 1941 r. rozpoczęły się masowe egzekucje. Żydzi zostali wpędzeni do Babi Jaru i zabici. W nocy słyszeliśmy strzały. Słyszeliśmy krzyki odbijające się echem w całym mieście. Zakryłem uszy dłońmi i płakałem w poduszkę. A Misha, która miała zaledwie 14 lat, usiadła obok mnie i pogłaskała mnie po głowie, próbując mnie pocieszyć.
W październiku 1942 r. Niemcy zaczęli zabierać młodych ludzi do pracy w Niemczech. Włamali się do domów, sprawdzili dokumenty i złapali każdego, kto wyglądał na zdrowego i zdolnego do pracy. Sąsiedzi nas ostrzegali, a mama ukryła mnie w piwnicy, przykrywając starymi szmatami i workami ziemniaków. Leżałem tam przez 2 godziny, dławiąc się kurzem i strachem, podczas gdy Niemieckie buty deptały mi po głowie. Przeszukali całe mieszkanie, połamali naczynia, rozdarli książki, ale mnie nie znaleźli. Tym razem zostałem uratowany.
Ale w grudniu 1942 r.nie miałem szczęścia. Wyszedłem na zewnątrz, żeby kupić chleb. Mama poprosiła mnie, żebym nie wychodził, ale nie jedliśmy od 3 dni, a Misha był za słaby, żeby sam chodzić. Narzuciłem Stary szalik, ukryłem włosy, założyłem odrapany płaszcz i poszedłem na targ. Na rogu ulicy Chreszczatyk zatrzymał mnie Niemiecki patrol, dwóch żołnierzy w szarych płaszczach i oficer w czarnym mundurze SS.
Oficer był młody, o wąskiej twarzy i zimnych niebieskich oczach. Patrzył na mnie, jakbym była rzeczą, a nie osobą. Zapytał po niemiecku, czy mam dokumenty. Wyciągnąłem paszport drżącą ręką. Spojrzał na urodziny, na moją twarz, potem z powrotem na randkę. Uśmiechnął się. To był uśmiech drapieżnika. Powiedział coś do żołnierzy, a oni chwycili mnie za ramiona. Krzyczałem. Próbowałem się uwolnić, ale jeden z nich uderzył mnie kolbą karabinu w plecy i upadłem na zimny chodnik. Aplikacje w języku niemieckim
Zostałem wrzucony do ciężarówki z innymi dziewczynami i chłopcami. Było nas około 30, może więcej. Jechaliśmy przez kilka godzin. Potem wyładowali nas na dworcach kolejowych i zapędzili nas do wagonów towarowych jak bydło. Drzwi były zamknięte od zewnątrz. Powóz był ciemny, zimny i ciasny. W jednym wagonie zaprojektowanym dla 40 osób było nas ponad 80. Staliśmy ramię w ramię, nie mogliśmy usiąść, nie mogliśmy się położyć.
W rogu było jedno wiadro na potrzeby toalety, ale dotarcie do niego było prawie niemożliwe. Powietrze było ciężkie, gęste od zapachu potu, moczu i strachu. Pociąg ruszył. Podróżował przez 3 dni i 3 noce. Nie dali nam wody, nie dali nam jedzenia. Raz dziennie drzwi były lekko otwierane, a do środka wrzucano bochenek chleba i wiadro błotnistej wody. Ludzie walczyli o każdy okruch. Starzy ludzie upadli i zginęli właśnie tam.
Ich ciała stały, ponieważ nie było miejsca na upadek. Przycisnąłem się do ściany powozu i starałem się nie oddychać zbyt głęboko. Obok mnie stała dziewczyna, miała na imię Olga. Pochodziła z Charkowa, miała 18 lat i płakała przez wszystkie 3 dni. Zadzwoniła do matki cichym, złamanym głosem. Trzymałem ją za rękę. To była jedyna rzecz, jaką mogłem zrobić. Trzymałem ją za rękę i szepnąłem, że wszystko będzie dobrze, chociaż sam nie wierzyłem w te słowa.
Trzeciej nocy pociąg zatrzymał się. Drzwi się otworzyły, a jasne światło reflektorów uderzyło nas w oczy. Byliśmy zaślepieni światłem po tych dniach ciemności. Wypędzili nas z powozu ciosami i okrzykami. Owczarki niemieckie szczekały i naprężyły się na smyczy. Mężczyźni w pasiastych ubraniach chwycili nasze rzeczy i wrzucili je na stos. Widziałem ogromną bramę z napisem, którego nie mogłem odczytać, ponieważ była po niemiecku.
Widziałem wysokie wieże z karabinami maszynowymi. Widziałem Drut kolczasty, który rozciągał się we wszystkich kierunkach, o ile oko mogło zobaczyć. Widziałem Dym, czarny i gęsty, wznoszący się z długiej rury w oddali. Nie rozumiałem, co to było. Później dowiedziałem się, że to krematorium. Ustawiliśmy się w rzędach. Oficer SS w białych rękawiczkach szedł wzdłuż linii i wskazywał palcem w prawo lub w lewo.
Po prawej szli starzy ludzie i dzieci, po lewej szli młodzi i silni. Nie wiedziałem wtedy, co to znaczy. Nie wiedziałem, że ci, którzy poszli w prawo, zostali wysłani tego samego dnia do komór gazowych. Zostałem wysłany w lewo i Olga też. Zapędzili nas do dużego drewnianego budynku, gdzie zmusili nas do rozebrania się do naga. Staliśmy na zimnej betonowej podłodze, setki nagich kobiet drżały z zimna i wstydu. Niemieccy żołnierze szli wśród nas i śmiali się, wskazywali palcami, wykonywali nieprzyzwoite gesty.
The potential of the women in the pasiasts of the nożycs. Ogoliły nam głowy. Widziałem, jak moje długie blond włosy spadają na podłogę. Czułam chłód na mojej nagiej skórze głowy. Czułam się, jak została ustalona nie tylko ubranka, ale także człowieka. Zmieniono nas do wzrostu zimowego prysznicy. Woda była lodowata. Następnie dali nam pasiast sukien, zbyte large or zbyte small, and wooden buts, which increased stops and to krwi. Najlepsze sklepy odzieżowe
Przydzielono nam numer. Mój numer na 8234. Go thought and thought on lewe przedstawienie. Bolało, ale nie płaciłem. Nie mogłam płakać. Coś my się zamknęliśmy. Część mojej duszy ukrywała się głęboko, aby nie udało się całkowicie zniszczyć. Wyslano nas do baraku numer 23. Był to długi drewniany budynek z trzema pryczami. In each level share the osob. Na drewnianych deskach, bez materiałów, bez Poduszka, tylko cienki koc dla każdego.
Lezal Among Olged and women about fourth, which have on the Raisa. Raisa pochodzi z Mińskiej. Was this just from year and all based. W nocy szeptała nam do ucha, jak przetrzeć. Nie patrz strażnikom w oczach. Nie jedź z szybko, bo żołąd tego nie trwa. Nie ufaj nikomu poza swoimi. Nie okazuj słabości. Jeśli okażesz sława, zginiesz. Słuch its Loos in dark and starali się zapamietać każde słowo.
O 16: 00 rano budził nas gwizdek. Wstalismy, sielilismy lózke i wychodzilismy na apel. Stalised on apel place unzaleznie od pogody: w deszczu, śniegu, w palącym słońcu, podczas gdy niemieccy strażnicy nas liczą. Czas apel trwał 2 godziny. Jeśli ktoś upadł, kopano go, aż wstał lub zmarł. Po apelu podano nam sniadanie, kubek mętnego płynu zwanego kawą i kawałem czarnego chleba.
Chleb był twardy jak kamień i pachniał pleśnią, ale jedliśmy go powoli, odgryzając małe kawałki, aby otrzymać głos. Potem wyslano nas do pracy. Ja trafiłem do kamieniołomu. Was to ogromna dziura wykonana w ziemi, gdzie wydano granit. Schodziliśmy wąskimi schodami, które nazwano schodami średnimi, ponieważ każdego dnia spadał i ginął.
Na dole dali nam kilofy i łopaty. Musimy rozłożyć skały, podnosić ciężkie bloki i znosić je na górze. Każdy blok ważył 30 kg. Moje ręce krwawiły, ramiona paliły mnie z bólu, a nogi drżały pod ciężkim kamieniem. Kopa, niemiecki zbir z pałką, chodził między nami i krzyczał. If who was zatrzymywal, bił go. If who work zbyt free, bił go. If who only spojrzał na nie krzywo, bił go.
Widziałam kobiety padające pod ciosami. Widziałam, jak pękały im czapki, a ich krew mieszała się z ziemią. Vidial, as their was appared them to end of the day work, and event other meaning that to krematorium. Pracowałem, a także padłem z wyczerpania. Pracowałem, a także przeszło mi służyło. Pracowałem, ponieważ jedyną alternatywną była śmierć.
Październik 1943 r. jest w obozie już prawie rok. Moje ciało zamieniło się w szkice pokrywającej skórę. Żebra wykazała tak bardzo, że mogła być policzka. Włosy odrosły, ale były cienkie i łamliwe, w kolorze popiołu. Which was dośrodkowało w czaszcach. Nie ujawniłem się, kiedy to nastąpiło, że odbiera się w kałużach wody. Olga zmarła w marcu. Po prostu nie obudził się pewnemu rankowi. It serce constantly used to sen with experience.
Raisa zmarła w czerwonym. There are the required to the craftsaries to the grounds of kitchen. Zostałam sama. Nie rozmawiałem z nikim innym. Has been that, mechanism, which as simply reconstructed and stars was constructed to the next day. Nie myślałem o przyszłości. Nie miałem przyszłości. Tylko, o czym mógł myśleć, to przetrwanie kolejnej godziny, kolejnej apelu, kolejnej zejścia do kamieniołomu.
Tego ranka byłem na dnie kamieniołomu. Próbowałem podnieść blok granitu, ale moje ręce już nie były mi posłuszne. Upadłem na kolana w błocie. Blok wyślizgnął mi się z rąk i upadł obok mnie, prawie miażdżąc nogę. Wiedziałem, że Kapo przyjdzie i mnie zabije. Byłem gotowy. Poczułem nawet ulgę. W końcu to wszystko się skończy. Ale Capa nie przyszedł. Zamiast tego szept przeszedł nad głowami więźniów, a potem wszystko zamilkło.
Nawet Capa zamilkł i spokojnie stał na baczność. Spojrzałem w górę i zobaczyłem oficera SS idącego wzdłuż krawędzi kamieniołomu. Był wysoki, w nieskazitelnym czarnym mundurze. Jego buty błyszczały w słońcu. Miał piękną twarz, zimną i poprawną, jak posąg. Jego oczy miały kolor stali. To był kapitan Weber. Słyszałem już jego imię. Szeptali o nim w koszarach.