Przez kilka sekund tylko patrzyłam na ekran telefonu. Byłam pewna, że to pomyłka. Odświeżyłam aplikację bankową. Sprawdziłam historię transakcji jeszcze raz. Palce lekko mi drżały.

Przez kilka sekund tylko patrzyłam na ekran telefonu. Byłam pewna, że to pomyłka. Odświeżyłam aplikację bankową. Sprawdziłam historię transakcji jeszcze raz. Palce lekko mi drżały.

Przelew został wykonany dwa dni wcześniej.

Wszystkie pieniądze zniknęły w jednej operacji.

Odbiorca: Piotr.

Poczułam, jak krew uderza mi do głowy. To nie były tylko jego pieniądze. Tam były moje oszczędności. Moje nadgodziny. Projekty, które brałam nocami, kiedy Kuba już spał. Pieniądze odkładane na szkołę, na wakacje, na trudniejsze czasy.

Wszystko zniknęło.

Wróciłam do kuchni.

Piotr wciąż siedział przy stole i patrzył w telefon, jakby nic się nie stało.

— Piotr, mam jedno pytanie — powiedziałam spokojnie.

— Co znowu? — mruknął, nawet na mnie nie patrząc.

— Dlaczego nasze konto oszczędnościowe jest puste?

Podniósł głowę.

Tylko na sekundę. Tyle wystarczyło, żeby zrozumiał, o czym mówię.

— A… to? — powiedział. — Wziąłem te pieniądze.

— Zauważyłam.

— Nie rób z tego dramatu. To przecież nasze pieniądze.

Poczułam, jak zimno przechodzi mi po plecach.

— Piotr, to były moje oszczędności.

— Nasze — poprawił mnie. — I tak czy inaczej były potrzebne. Dałem mamie zaliczkę na samochód.

Zamarłam.

— Zrobiłeś co?

— To, co słyszałaś. Znalazłem dobrą ofertę. Gdybyśmy nie wpłacili zaliczki teraz, ktoś inny by ją kupił. A mama naprawdę potrzebuje samochodu.

— Wziąłeś wszystkie oszczędności rodziny bez pytania mnie o zdanie?

Wzruszył ramionami.

— I tak byś się nie zgodziła.

— Bo to są pieniądze dla naszego dziecka!

— Ania, nie przesadzaj. Oddamy je później.

Roześmiałam się.

Nie był to wesoły śmiech. Krótki, pusty, taki, którego sama u siebie nie poznawałam.

— Oddamy? Z czego?

— Z pensji. Co za problem?

— Przecież sam powiedziałeś, że nie będziesz już dokładał się do budżetu.

Zmarszczył brwi.

— Znowu zaczynasz…

— Nie, Piotr. Ja właśnie kończę.

W tym momencie Kuba pojawił się w drzwiach pokoju, trzymając w ręku swoją zabawkową ciężarówkę.

— Mamo?

Natychmiast się odwróciłam.

— Wszystko w porządku, kochanie. Idź do pokoju, zaraz przyjdę.

Kiwnął głową i wrócił.

Poczekałam, aż zamknie drzwi.

Potem spojrzałam z powrotem na Piotra.

I po raz pierwszy od bardzo dawna zobaczyłam go naprawdę wyraźnie.

Nie mężczyznę, za którego wyszłam.

Nie ojca mojego dziecka.

Tylko człowieka, który uważał, że wszystko mu się należy.

— Wiesz co? — powiedziałam cicho. — Masz rację.

Uniósł brwi.

— W czym?

— W tym, że jesteśmy rodziną.

— No wreszcie — mruknął.

— Tylko o jednym zapomniałeś.

— O czym?

— W rodzinie nie okrada się własnego dziecka.

Jego twarz poczerwieniała.

— Niczego nie ukradłem!

— Właśnie że tak.

Podałam mu telefon.

— Spójrz. Tu jest przelew. Tu kwota. I tu data.

Patrzył kilka sekund, potem odepchnął telefon w moją stronę.

— I tak oddam te pieniądze.

— Nie musisz.

— Jak to?

— Bo to już nie będzie twój problem.

Piotr zmarszczył brwi.

— Co masz na myśli?

Wzięłam głęboki oddech.

— To znaczy, że jutro otwieram nowe konto. Tylko na swoje nazwisko.

— Serio?

— Bardzo serio.

— I myślisz, że to coś zmieni?

— Tak.

— Co niby?

— To, że od tej chwili nie będziesz miał dostępu do ani jednej złotówki, którą zarobię.

Zaśmiał się krótko.

— Ania, nie bądź śmieszna. Jesteśmy małżeństwem.

— Na razie.

Zapadła ciężka cisza.

— Co to ma znaczyć? — zapytał w końcu ciszej.

Spojrzałam na drzwi pokoju Kuby.

Potem znowu na niego.

— To znaczy, że jutro idę do prawnika.

— Po co?

— Bo nie zamierzam wychowywać dziecka obok mężczyzny, który opróżnia rodzinne konto dla zachcianek swojej matki.

— To absurd.

— Nie. To granica.

Milczał.

Chyba po raz pierwszy naprawdę nie miał nic do powiedzenia.

Zebrałam talerze ze stołu i włożyłam je do zlewu.

— I jeszcze jedno, Piotr.

— Co?

— Od teraz naprawdę będziesz musiał kupować sobie jedzenie sam.

— Dlaczego?

Spojrzałam mu prosto w oczy.

— Bo niedługo nie będziesz już tutaj mieszkał.

Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć.

Ale nic nie powiedział.

Chyba po raz pierwszy zrozumiał, że tym razem nie żartuję.

I dziwne… ale w tamtej chwili poczułam coś, czego nie czułam od bardzo dawna.

Spokój.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *