W sierpniu 2014 r. 35-letnia turystka z Waszyngtonu, Clara Mitchell, udała się na czterodniową wycieczkę do Parku Narodowego Glacier w Montanie. Skończyła 17 lat.

W sierpniu 2014 r. 35-letnia turystka z Waszyngtonu, Clara Mitchell, udała się na czterodniową wycieczkę do Parku Narodowego Glacier w Montanie. Skończyła 17 lat. Sierpnia, ale nigdy się nie pojawiła. Minęło 10 lat. Dopiero latem 2024 r. topniejący lodowiec na zboczach góry Sister ujawnił tajemnicę, która zaniemówiła nawet doświadczonych ratowników.

15.Sierpień 2014 r.powitał Park Narodowy Glacier poranną mgłą i ciszą. Powietrze było zimne i pachniało smołą i zimną wodą spływającą z lodowców. Na głównym kempingu czuwali dwaj strażnicy i zarejestrowani turyści, którzy zbierali się na wycieczkę. Jedną z nich była Clara Mitchell, 35-letnia mieszkanka stanu Waszyngton.

O 7:40 zajrzała do swojego dziennika i zapisała trasę: czterodniową wędrówkę do jeziora Glacier, a następnie szlakiem Bird Tunnel do odległej Doliny Bellingham Creek. Za kierownicą była Clara. Jej szary SUV Subaru był starannie zaparkowany na początku szlaku turystycznego, a cały sprzęt był starannie schowany w bagażniku. Miała doświadczenie w wędrówkach, pracowała jako architekt krajobrazu i często podróżowała samotnie.

Jej koledzy z Seattle wspominali, że przed wyjazdem powiedziała: “chcę ciszy. Chcę zobaczyć góry bez ludzi.”Pogoda dziś rano wydawała się spokojna. Chmury otaczały szczyty, ale nie zapowiadały niczego niebezpiecznego. Turyści, którzy opuścili obóz tego dnia, pamiętali Clarę, szczupłą kobietę w lekkiej kurtce i z aparatem na ramieniu.

Uśmiechnęła się, podziękowała strażnikowi i zaczęła przedzierać się przez mrok. Trasa do jeziora polodowcowego była uważana za jedną z najbardziej malowniczych w parku. Ciągnął się przez 8 mil przez lasy iglaste, mijając skaliste półki i małe wodospady. Clara często zatrzymywała się i nagrywała wszystko przed kamerą.

Słońce przebijające się przez gałęzie, lodowate strumienie, odbicia na skałach. Materiał filmowy, który później został znaleziony w pamięci jej aparatu, pokazuje, jak wspina się na otwartą przestrzeń, na której pasą się śnieżne kozy. To ostatni raz, kiedy widziano ją żywą. Około południa grupa turystów, którzy przyszli ją spotkać na zejściu, zapamiętała jej postać na zboczu, samotną, ale spokojną.

Jeden z nich, emeryt z Minnesoty, powiedział później: “wyglądała, jakby wiedziała, dokąd zmierza. Stała tam i kręciła kozę na kamieniu. Nawet pomachaliśmy do niej”. Po godzinie 15:00 niebo nagle pociemniało. Według obserwacji stacji meteorologicznej w dolinie ciśnienie atmosferyczne gwałtownie spadło, a nad grzbietem pojawił się front burzowy.

W sierpniu było to niezwykłe. Temperatura spadła poniżej zera i zamiast deszczu zaczął padać śnieg. Strażnicy zaalarmowali grupy o złej pogodzie przez radio, ale sygnał zniknął w górskich dolinach. Późnym popołudniem widoczność spadła do kilkudziesięciu metrów, a wiatr zaczął kołysać małymi drzewami.

Na kempingu, do którego Clara miała wrócić za 4 dni, nikt nie martwił się aż do wieczora. Takie wycieczki często trwały długo, a doświadczeni podróżnicy często zatrzymywali się o jeden dzień dłużej. Dopiero później strażnicy przypomnieli sobie, że tej nocy wiatr unosił dziwny zapach, mieszankę dymu i zimnego wosku, jakby płonął UL pszczeli.

Kiedy 17. W Sierpniowy poranek na parking przyszli inni turyści, ale nadal stał tam szary Subaru pokryty cienką warstwą śniegu. Drzwi były zamknięte. W środku była butelka wody, trochę jedzenia, telefon komórkowy, który nie odbierał połączeń i notatka w laptopie. “Pierwszego dnia pogoda jest świetna. Jutro pojedziemy tunelem”.

Na zdjęciach aparatu znajdującego się w pobliżu wykonano ostatnią serię 15 zdjęć. Sierpnia o godz. 17. Przedstawiają strome, pokryte śniegiem Przejście, Urwisko i stado kóz na tle szarych klifów. I nic więcej. Kiedy tego wieczoru nad górami wybuchła burza śnieżna z podmuchami wiatru do 40 mil na godzinę, jeden ze strażników żartobliwie powiedział: “dzisiaj nawet niedźwiedzie się ukrywają”.

Ale żart był nieodpowiedni, ponieważ gdzieś w tej białej ciszy Clara Mitchell zrobiła swój ostatni krok i zniknęła, pozostawiając tylko wpisy do dziennika i odciski butów, które przez godzinę były pokryte śniegiem. 17.Sierpień 2014 r., kiedy Clara miała wrócić, na kempingu w Maine Meadows początkowo nie zabrzmiał alarm.

Turyści często przebywali w górach z powodu złej Pogody lub przepracowania. Jednak gdy nadszedł wieczór, a ich samochód pozostał na parkingu, strażnicy skontaktowali się z Zarządem parku. Następnego ranka rozpoczęto operację poszukiwawczą. Pogoda pozostała trudna. Padał gęsty śnieg, niebo było zasłonięte chmurami. Ślady, które wskazywałyby kierunek, zniknęły pod świeżym śniegiem.

Dwie drużyny Rangersów ruszyły w dwóch kierunkach. Na trasie jeziora polodowcowego i w drodze do tunelu dla ptaków poruszali się powoli, sprawdzając każdą półkę, każdą szczelinę, w której podróżniczka mogła schronić się przed burzą. Ale wokół niej była tylko biała pustka, pochłaniająca dźwięki i zapachy. Trzeciego dnia wezwano siły Luftwaffe.

Helikopter wystartował z bazy w Columbia Falls i przeleciał przez kilka godzin nad zboczami, wąwozami i zamarzniętymi strumieniami. Z powietrza ratownicy mogli zobaczyć tylko szare pasma górskie i połamane zaspy pokrywające drogi. Na północnym zboczu tunelu dla ptaków zauważyli ciemną plamę, która wyglądała jak kawałek materiału.

Zespół zszedł tam pieszo. U podnóża skały leżał spalony arkusz papieru fotograficznego, który wiatr przybił do kamienia. Miał zamazany obraz śnieżnej Kozy, Kozy, którą Clara sfotografowała po raz ostatni. Krawędzie zwęgliły się, jakby zdjęcie zostało podpalone, a następnie wysuszone na zimno. To zdjęcie było jedynym dowodem na to, że naprawdę sięgała do pasa. Poszukiwania trwały dzień i noc.

Strażnicy podzielili teren na sektory. Dolina Bellingham Creek, wschodnie zbocze góry Grenell i Lodowiec Kalifornii. W każdym sektorze pracowali naprzemiennie z psami, kamerami termowizyjnymi i mapami starych tras. Ale warunki pogodowe były bezlitosne, temperatury spadały poniżej zera, wiatr przenikał przez skórę, a lód chrupał pod stopami.

Kilku ochotników doznało odmrożeń. Piątego dnia do poszukiwań dołączyli wolontariusze z sąsiednich dzielnic. Wśród nich był były sanitariusz Bob Chris, który znał ten obszar od dzieciństwa. Później powiedział dziennikarzom: “pracowaliśmy od rana do nocy. W powietrzu wyczuwano wilgoć i coś innego. Stary wosk. Wtedy myślałem, że to tylko pożary, ale teraz nie jestem tego taki pewien.“

W międzyczasie rodzina Clary przyjechała do Montany. Jej brat pomagał koordynować grupy poszukiwawcze i codziennie odwiedzał kwaterę główną nad jeziorem Łabędzim. Wieczorem usiadł na ławce przed kominkiem i spojrzał na mapę z czerwonymi znakami wskazującymi obszary, które badali. Z każdym dniem linie stawały się coraz mocniejsze, ale nie było rezultatu.

Psy, które w pierwszych dniach nadal łapały słaby ślad swoich rzeczy, później straciły orientację. Jeden z opiekunów psów w swoim raporcie zauważył: “zapach zatrzymuje się w pobliżu tunelu. Potem robi się cicho, jakby został porwany przez wiatr”. 20. W sierpniu na park uderzyła kolejna burza. Helikoptery nie były w stanie wystartować, a zespoły poszukiwawcze wróciły do bazy.

W nocy temperatura spadła do -10°C, a nawet ogniska w obozie zostały ugaszone przez śnieg. W radiu nadawano tylko krótkie wiadomości. “Teren oczyszczony. Widoczność jest zerowa”. Pod koniec sierpnia poszukiwania ograniczyły się do kontroli raf i szczelin. Strażnicy wrzucili kamery do szczelin i wyłączyli latarnie.

Na wszystkich zdjęciach było to samo: lód, skała, cisza. Żadnych śladów ciał ani przedmiotów. 1.In we wrześniu sztab oficjalnie zmniejszył liczbę patroli. Wolontariuszom pozwolono iść do domów. Zostało kilka osób, wytrwałych, wyczerpanych, ale nie gotowych do zatrzymania się. Przez kilka dni przeczesywali stoki, aż wszystko pokryło się śniegiem.

Kiedy miał 12 lat. Wrzesień podpisał dokument kończący aktywne poszukiwania, Raport mówi: “prawdopodobna śmierć z powodu hipotermii. Nie znaleziono ciała.”Sprawa została oficjalnie uznana za zaginioną. Szary Subaru clarino przez długi czas pozostawał zaparkowany na parkingu na początku szlaku turystycznego. Nikt go nie dotknął. Jego rodzina poprosiła go, żeby wstał.

Zimą samochód był całkowicie pokryty śniegiem, a wiosną ponownie został odkryty, jakby nic się nie stało. Turyści, którzy przybyli na lodowiec, widzieli ją i pytali ochronę, dlaczego tam stoi. Odpowiedź była zawsze taka sama. “Właściciel nie wrócił”.W tym momencie zakończono pierwszy etap poszukiwań.

Góry zachowały ciszę, a wypalona Fotografia śnieżnej kozy była jedynym dowodem na to, że Clara Mitchell rzeczywiście istniała w środku tej białej ciszy. Jesień 2014 roku przyniosła wczesne przymrozki do Montany. Kiedy śnieg ostatecznie zamknął szlaki w rejonie jeziora polodowcowego, poszukiwania Clary Mitchell oficjalnie się zakończyły. Raport National Park Service nie zawierał żadnych danych.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *