Jak to mówią niektórzy ludzie: „karma wraca”. Można w to wierzyć lub nie, ale zawsze warto być dobrym dla innych i szanować wszystkich wokół nas. Zaraz przedstawię dwa przykłady z życia, które potwierdzają, że ludzie od karmy mogą mieć rację.
Mój szwagier to bardzo dowcipny człowiek, oczywiście tylko w swoim mniemaniu. Kiedyś, gdy wrócił do domu po nocnej zmianie, a moja siostra akurat szykowała się do pracy, wywiązała się między nimi rozmowa, pozornie nic nie znacząca. Moja siostra zapytała go jak jest na zewnątrz, w kontekście aktualnej pogody. Andrzej spojrzał w aplikację w telefonie i sprawdził ile jest stopni, po czym odparł, że jest zimno. Nina stwierdziła, że w takim razie musi zamienić płaszcz na cieplejszą kurtkę, a mąż podał jej jeszcze ciepły szalik i polecił, by założyła wełniany sweter. Siostra spieszyła się, bo tego dnia wstała wyjątkowo późno i była niemal spóźniona do pracy. Kiedy wyszła z bloku, zauważyła, że jest jej odrobinę na ciepło, jednak pomyślała, że to przez pośpiech. Później cały dzień w pracy męczyła się w wełnianym swetrze i przeklinała pod nosem swojego męża. Gdy wróciła do domu, usłyszała głośny śmiech Andrzeja, który spodziewał się, że Nina doceni jego dowcip. Ale ona udawała, że nic się nie stało i poszła prostu do łazienki.
Do końca tygodnia Andrzej zapomniał o swoim żarcie. Nadeszła sobota, mój szwagier wieczorem wybierał się na piwo z kolegami. Nina wyliczyła co do minuty czas, jakiego potrzebował, by dotrzeć do baru i zamówić piwo. Dokładnie przed skosztowaniem pierwszego łyka złocistego napoju, Andrzejowi zadzwonił telefon. Przerażona Nina krzyczała do słuchawki, aby natychmiast wracał do domu, bo wybiło kanalizację i za chwilę zaleje całą łazienkę. Mój szwagier natychmiast wstał od stolika i popędził do mieszkania. Nawet nie czekał na windę, tylko wbiegł 3 piętra do góry schodami, spodziewając się wielkiego bałaganu w łazience. Gdy przekroczył próg domu, od razu skierował się do toalety, ale wszystko wydawało się w porządku. Żona krzyknęła do niego z salonu, robiąc sobie paznokcie i spytała czy docenia jej poczucie humoru. Ja doceniłam kunszt tej małej zemsty.
Drugą historię opowiedziała mi sąsiadka. Kiedyś była bardzo niemiłą osobą, wyżywała się na jednym ze swoich pracowników. Prowadziła dobrze prosperujący biznes, ale nie umiała dogadać się z jednym z kierowników. Coś jej w nim nie pasowało, ale nie mogła go oficjalnie zwolnić, bo dobrze wykonywał swoje obowiązki. Poza tym ten człowiek był znajomym drugiego wspólnika jej spółki. Chciała narobić problemów kierownikowi i rozpuściła plotki, że ten niczym się nie zajmuje przez całe dnie i okrada firmę. Te poważne oskarżenia doprowadziły do tego, że mężczyzna sam złożył wypowiedzenie. Później znalazła sobie kolejną ofiarę… i tak się to kręciło, aż w końcu firma upadła i moja sąsiadka została bez pracy.
Nie wyobrażała sobie zaczynać od najniższego stanowiska w pierwszej lepszej firmie, więc składała CV na wysokie posady w znaczących firmach w swojej branży.
Udało jej się umówić na rozmowę w sprawie pracy na stanowisku managera. Gdy weszła do biura, w którym odbywała się rekrutacja, aż zbladła z wrażenia. Siedział przed nią ten sam człowiek, którego plotkami zmusiła do odejścia z pracy. Mimo wszystko weszła w głąb biura i usiadła, czekając na pytania. Były kierownik jej firmy powiedział tylko, że chciał na nią spojrzeć po raz ostatni i przekazać, że nie chce takich ludzi w swojej firmie, po czym ją wyprosił.
Wierzę, że jednak jest sprawiedliwość na tym świecie. Mój szwagier już nie robi głupich żartów, a sąsiadka stała się lepszym człowiekiem, gdy zrozumiała jaki błąd popełniła. Prędzej czy później nasze złe uczynki do nas wracają. I wierzcie mi – z tymi dobrymi jest tak samo.
