Siostra uznała, że skoro jestem na urlopie macierzyńskim, to znaczy, że mam czas na wszystko. Chce, żebym odebrała siostrzeńca ze szkoły z 5-miesięcznym dzieckiem na rękach. Kiedy jej odmówiłam, nazwała mnie egoistą, ale nie porzuciła swoich zamiarów.
Ada zawsze traktowała mnie jak służącą. Powiedziała, że jestem najmłodsza, więc powinnam jej służyć. A najbardziej irytujące jest to, że rodzice byli z nią solidarni:
– Czy trudno ci pomóc Adzie? Jesteście siostrami!
„Pomoc” to zrobić za nią wszystkie prace domowe, pójść do sklepu, dać jej komputer i ugotować obiad. Sama siostra w tym czasie zajmowała się swoimi sprawami, zrzucając na mnie wszystkie obowiązki domowe.
Kiedy byłyśmy małe rodzice kazali jej pomagać mi w lekcjach – to był jej jedyny obowiązek. Ale sposób, w jaki to zrobiła.. Uderzała mnie książką w głowę, nazwała głupią i szła do znajomych.
Jak możesz sobie wyobrazić, relacje między nami były po prostu okropne. Czasami wydawało mi się, że byłoby lepiej, gdyby moi rodzice w ogóle nie mieli dzieci. Traktowali Adę sto razy lepiej niż mnie. Przyjęłam to co mówią dobrze, słuchałam gniewnych rad, a moja siostra zawsze wychodziła na każdej kłótni najlepiej.
Sytuacja poprawiła się, gdy Ada wyjechała na studia i przyjeżdżała tylko na święta. W tym czasie nie miałyśmy czasu się pozabijać, więc wszystko było w porządku.
Teraz mam 25 lat. Niedawno zostałam mamą. Moja siostra od dawna jest mężatką, ma dziecko w wieku szkolnym. A gdy tylko poszłam na urlop macierzyński, siostra zdecydowała, że będę odbierać siostrzeńca ze szkoły, żeby nie brała ciągle wolnego w pracy.
Faktem jest, że szkoła jest daleko od mojego domu – około czterdziestu minut spacerem. Nie wsiądę do komunikacji miejskiej z wózkiem. Ponadto nie chcę zbierać wszystkich zarazków w takich miejscach. Kiedyś próbowałam spełnić prośbę mojej siostry, ale tylko straciłam nerwy! Nie dość, że zmarnowałam dwie godziny, to jeszcze mój siostrzeniec był okropnie niegrzeczny. Cały wieczór spędził na jęczeniu i domaganiu się słodyczy.
Na dworze jest już dość zimno, więc nie mam w planach tak długich spacerów. To właśnie tłumaczyłam siostrze. Ale ona nawet nie chce mnie słuchać. Twierdzi, że mam dużo wolnego czasu, a spacery z dzieckiem się przydają.
Gdyby szkoła była w pobliżu, pomogłabym jej bez problemu. I nie mam ochoty tupać przez prawie godzinę w deszczu i śniegu. Poza tym muszę zająć się dzieckiem, a nie siostrzeńcem. Jak moja córka coś złapie, to kto ją wyleczy?
Zgodnie z logiką siostry wszystko jest łatwe: przyprowadzam jej syna ze szkoły do domu, nakarmię, włączę bajki. Ale w rzeczywistości wszystko jest inne. Nie wytrzymałam i ostrzegłam ją, że już go nie odbiorę. Nie ma sensu udowadniać swoich racji – siostra słyszy tylko siebie.
Moja siostra jest obrażona, ale mało mnie to obchodzi. Zdrowie mojego dziecka jest dla mnie ważniejsze. Skoro Ada i jej mąż dobrze zarabiają, niech zatrudnią nianię. Jaki to problem? Nie jestem już tą naiwną dziewczyną, która pozwalała wszystkim wchodzić sobie na głowę.