Kiedy wychodziłam za Mariusza, wiedziałam, że to jego drugie małżeństwo. Jego pierwsze małżeństwo było dobre, ale jak sam Mariusz powiedział, on i jego była żona po prostu tak bardzo zmienili swoje zainteresowania, że w końcu nic ich nie łączyło, poza synem. Uznali więc, że nie będą sobie nawzajem psuć najlepszych lat, i że lepiej będzie rozstać się w spokoju.
Mariusz ma teraz dobry kontakt z byłą żoną i widuje się z synem. Gdy był żonaty, jego matka w ogóle nie chciała się kontaktować z jego żoną, a kiedy tylko się rozwiódł, matka zaczęła go obwiniać, mówiąc, że jej syn nie zdołał utrzymać dobrej rodziny.
Jak prawdziwy mężczyzna, Mariusz zostawił żonie i dziecku dwupokojowe mieszkanie. Ale z matką ciężko było mu żyć, bo miała trudny charakter. Wziął więc kredyt hipoteczny i teraz mieszkamy razem w jego nowym mieszkaniu.
Moje relacje z nową teściową wcale się nie układały. Starałam się jednak nie zwracać na to uwagi, nawiązywać z nią kontakt, zamykać oczy na wiele spraw. Rozumiałam przecież, że to matka mojego męża i zostanie babcią mojego dziecka. Lepiej było nie psuć sobie relacji.
Kiedy zaszłam w ciążę i razem z Mariuszem oznajmiliśmy teściowej tę nowinę, spodziewaliśmy się, że zareaguje z radością, ale tak nie było. Wykrzywiła się tylko w grymasie i powiedziała: „Po co mi kolejny wnuk, skoro już mam jednego?”
Natychmiast opuściłam jej mieszkanie. Nie chcę więcej widzieć tej kobiety. Mariusz pobiegł za mną, próbując mnie uspokoić:
-Cóż, może jak zobaczy swojego wnuka, to od razu go pokocha, gdy tylko weźmie go w ramiona…
–Nie, nie zbliży się do mojego dziecka! Powinnam była już wcześniej powiedzieć jej wszystko w twarz, zamiast milczeć i ją znosić.