Adoptowaliśmy 4-letniego chłopca. Zrozumieliśmy, że to poważna decyzja, że będzie trudna i generalnie bajkowych złudzeń nie było. Ale rzeczywistość okazała się zbyt surowa.
Dziadkowie na ogół odmawiali nazywania Kubę wnukiem. Mieli tylko jedną wnuczkę, naszą córkę. Całowali ją, rozpieszczali, bawili się z nią, ale do chłopca nie podchodzili. Byłam pewna, że z czasem wszystko się ułoży.
Musiałam spać w pokoju dziecinnym, ponieważ Kuba często miał koszmary. W łóżeczku było mi bardzo niewygodnie, a potem zamieniliśmy się z mężem miejscami.
Tydzień później obudziło mnie to, że ktoś głaskał mnie od pasa w dół. Myślałam, że to mój mąż. „NIE! Kuba!” Zdjęłam jego rękę, skierowałam rozmowę w innym kierunku, ale to trwało. Kiedy powiedziałam o tym mężowi, nalegał, żebyśmy spali osobno. Ale to jest dziecko, jak w jego głowie mogą być złe myśli? To wymaga czasu, uspokoiłam się.
Wtedy Kuba zaczął gryźć. Ugryzł córkę tak, że miała krwawe ślady na ciele. Bez względu na to, jak go ukarałam, nie chciał pożegnać się z tym głupim nawykiem. Nadal uderzałam w ścianę i upewniałam się, że po prostu musi się przystosować.
Biegałam po wszystkich psychologach i nauczycielach. Wszyscy mówili, że to minie, ale zachowanie Kuby wydało mi się nienormalne. Musiałam pogodzić się ze wszystkim i go pokochać, ale coraz częściej myślałam o oddaniu Kuby.
Doszło do tego, że musiałam wybrać: Kuba lub rodzina. Było to dla mnie bardzo trudne, bo dosłownie zrujnowałabym życie mojemu mężowi, córce, rodzicom. A ostatnio powiedział, że chce śmierci swojej siostry. Słysząc to, mój mąż powiedział, że zbyt pochopnie podjęliśmy decyzję o jego adopcji – chłopiec powinien wrócić do domu dziecka.
Mam dość życia w napięciu i czekania na nóż w plecy. Nasz dom zamienił się w jakieś piekło, w którym nie ma chwili spokoju. Zawsze ktoś płacze i cierpi, a Kuba po prostu nas nienawidzi, dlatego tak się zachowuje.
Mam tydzień na przemyślenie wszystkiego. Nie chcę oddać mojego adoptowanego syna, ale mam dość walki z nim. I boję się też potępienia, bo nikt nie wie, jakie mamy trudne dziecko.