Mam dwójkę dzieci. Na początku roku urodziłam najmłodszego syna.
Kiedy urodził się mój pierwszy syn, mój mąż bardzo bał się wziąć go na ręce, aby w żaden sposób nie zrobić mu krzywdy. Dosłownie trząsł się z podniecenia. Bardzo go kochał i okazywał ojcowską uwagę. Zauważyłam, jaki był dumny z tego, że jest ojcem. W tym momencie mój mąż był gotowy nosić mnie na rękach na znak wdzięczności. Marzył o synu, a ja spełniłam jego marzenie.
Ale kiedy urodziło się drugie dziecko, zauważyłam zmiany w zachowaniu męża. Zareagował na niego dość dystansowo. Nie zauważyłam wybuchu szczerych uczuć, jakie odczuwał po narodzinach swojego pierwszego syna. Dokładnie przyglądał się twarzy noworodka i widać było, że intensywnie o czymś myśli. Odniosłam się wrażenie, że wątpił w swoje ojcostwo.
Zachowanie mojego męża stało się zbyt oczywiste, więc poprosiłam go o rozmowę. Przyznał mi, że tak naprawdę nie jest pewien, czy jest ojcem Alana. Generalnie mój mąż podejrzewał mnie o zdradę, ale nie potrafił w żaden sposób uzasadnić swoich podejrzeń.
Warto dodać, że pierwszy syn jest kopią mojego męża, a drugi odziedziczył geny mojej rodziny. Nie urządziłam awantury. Spokojnie zaproponowałam, że zrobię test na ojcostwo, żeby mógł spać spokojnie. Ale mąż odmówił, mówiąc, że nie chce się zawstydzić. Dlaczego miałby się wstydzić? To dla mnie jest upokarzające, udowadniać swoją niewinność, ale się zgadzam, tylko po to, by ratować rodzinę.
Po tej rozmowie mąż trochę się uspokoił. Teraz zajmuje się synem z większym ożywieniem i okazuje mu uczucia. Bierze Alanka na ręce i spędza z nim czas. A tak przy okazji, przeprosił mnie. Nie wie, co w niego wstąpiło.
Nie czuję się urażona. Najważniejsze, że teraz wszystko jest w porządku!
