Jestem zawiedziona własnym synem i jest mi za niego wstyd, ale muszę się podzielić tą przykrą sytuacją. Moje życie nie potoczyło się tak, jak bym tego chciała, odkąd Dawid, mój syn, skończył 6 lat, wychowywałam go samotnie. Jego ojciec nas zostawił, a ja nie miałam ochoty o niego walczyć i odpuściłam. Potem jeszcze chodziłam na randki, ale nigdy nie udało mi się zbudować żadnej trwałej relacji. Nie bardzo mi to przeszkadza, bo mam wspaniałych przyjaciół, krewnych, sąsiadów, i mam wystarczającą ilość kontaktów towarzyskich.
Miałam nadzieję, że dobrze wychowałam syna, byłam szczęśliwa, gdy przedstawił mi swoją narzeczoną, Wiolę. Początkowo myślałam, że nie złapiemy dobrego kontaktu, ale ta dziewczyna mnie mile zaskoczyła. Okazała się być bardzo uprzejma, a przy tym radosna i otwarta. Po tym jak się pobrali, mieszkali u mnie przez rok, dopóki nie kupili swojego własnego mieszkania. Przez ten rok żyłyśmy razem z synową w zgodzie. Praktycznie od razu zaczęła nazywać mnie mamą, a ja do dziś nazywam ją córką.
Kiedy się wyprowadzili, poczułam się trochę samotna. Dzwoniliśmy do siebie każdego dnia i co weekend wpadali do mnie na obiad. Potem na świat przyszedł mój wnuk, Janek. Młodym dobrze się układało, Dawid awansował, a Wiola zajmowała się domem i dzieckiem, znajdując przy tym czas również dla męża.. Kiedy zachorowałam, od razu znalazła dobrych lekarzy, a wszystkie oszczędzone przez nich pieniądze poszły na moje leczenie i rehabilitację. Nie chciałam nic od nich brać, ale synowa powiedziała: „Mamo, nawet nic nie mów. To żaden problem, przecież wiemy, że tego potrzebujesz!”.
Dawid i Wiola byli szczęśliwym małżeństwem przez 8 lat, a potem nagle coś się zepsuło. Syn przyszedł do mnie pewnego dnia i oznajmił mi, że się rozwodzą. Początkowo nie traktowałam jego słów poważnie, ale okazało się, że zakochał się w innej – ona przyciągała go jak magnes. Żona już się dowiedziała i zgodziła się na rozwód. Natychmiast zadzwoniłam do synowej, a ona biedna płakała. Rozwiedli się, mimo że namawiałam syna, by wszystko jeszcze raz przemyślał. Cóż, przynajmniej nie zapomniał, że ma dziecko i odwiedza go oraz płaci regularnie alimenty.
Dawid zdecydował, że chce mnie zapoznać z nową narzeczoną. Niestety ta kobieta nie przypadła mi do gustu – długie czarne włosy, mocny makijaż, gęste sztuczne rzęsy, ogólnie cała jest sztuczna. Nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia, cały czas siedziała niezadowolona i ciągle wchodziła w słowo Dawidowi albo mi, a mój syn nie zwrócił jej nawet uwagi. Potem, gdy zostaliśmy sami z synem, powiedziałam mu, że nie przyjdę na ich ślub, a on odpowiedział mi: „Nie planujemy ślubu, tak jest nam dobrze”.
Gdy ode mnie wychodzili, zatrzymałam na chwilę Dawida i powiedziałam mu, że zawsze będę go wspierać i będę bardzo się cieszyć z jego wizyt, ale nie chcę widzieć jego narzeczonej. Od razu ostrzegłam, że na święta będę zapraszać moją ukochaną synową z wnukiem. Dawid nie był zbyt zadowolony z tej wiadomości. Ale mam teraz nowy problem: wkrótce mam urodziny i chciałabym zaprosić wszystkich do restauracji na wspólne świętowanie. Z pewnością zaproszę synową z wnukiem, ale nie wiem co zrobić z synem. Czuję się rozdarta. Moja synowa powiedziała mi: „Mamo, przecież mogę przyjść do ciebie następnego dnia z Jankiem i napijemy się razem kawy. Po co ci te nerwy i nieprzyjemności w dniu urodzin?”. Ale i tak będzie mi smutno – albo będę świętować bez syna, albo bez niej i wnuka.
Może Wy macie pomysł jak to zaplanować?