Gdy pewnego wieczoru wróciłam do domu po pracy, zastałam w kuchni mojego skonsternowanego męża i brata z żoną. Wiem jak bardzo Piotr nie przepada za moim starszym bratem, więc byłam zdziwiona, że w mieszkaniu nie doszło jeszcze do tragedii. Zanim zdążyłam zapytać o cokolwiek, Marcin powiedział, że w ich mieszkaniu trwa remont i nie mieli się gdzie zatrzymać. Obiecał, że to tylko pięć dni, a później dodał, że Piotrek się zgodził. Patrząc na minę męża, na pewno nie zgodził się zbyt chętnie, ale brat to brat, trzeba było pomóc. Pięć dni to nie wieczność, wierzyłam, że chłopaki się nie pobiją. Zjedliśmy kolację, a później nasi nowi lokatorzy wyszli na jakieś towarzyskie spotkanie. Piotrek nie krył już wtedy swojego niezadowolenia, ale poprosiłam go o cierpliwość i przypomniałam mu jak Marcin w zeszłym roku załatwił dobrego lekarza dla jego mamy. Podkreśliłam też, że to mój jedyny brat i nie wypada odmówić pomocy, która przecież nie będzie nas wiele kosztować.
Marcin i Julka wrócili tuż przed północą, zachowywali się tak głośno, że nas obudzili i długo nie mogliśmy ponownie zasnąć. Następnego dnia wyszliśmy do pracy, a oni mieli załatwić ostatnie zakupy do swojego mieszkania, więc wzięli urlop. Gdy wróciłam, czekał na mnie tylko mąż, cieszyliśmy się chwilowym spokojem, a później zaczęłam przygotowywać obiad dla wszystkich. Mój brat z żoną weszli do mieszkania, kiedy stałam jeszcze przy kuchence. Rozsiedli się w salonie przed telewizorem i nawet nie zapytali czy w czymś pomóc. Nie potrzebowałam wsparcia, ale po Julce spodziewałam się, że chociaż zaproponuje wspólne gotowanie. Zjedli z nami późny obiad, po czym odeszli od stołu bez słowa i wrócili przed telewizor.
Przez kolejne dni było wiele sytuacji, które lekko mnie denerwowały, ale zaciskałam zęby i odliczałam godziny do ich wyprowadzki. Inaczej wyobrażałam sobie czas spędzony z rodziną, myślałam, że porozmawiamy, powspominamy, obejrzymy wspólnie film, jednak oni nie byli chętni do jakichkolwiek interakcji. Trudno. Mogłam się na nic nie nastawiać, może przynajmniej nie byłoby mi tak przykro. Pięć dni chodziłam i po nich sprzątałam, a potem remont u nich w końcu się zakończył i mogliśmy spędzić miły wieczór z Piotrem tylko we dwójkę. Na spokojnie podsumowaliśmy ostatnie kilka dni i doszliśmy do wniosku, że nie było tak źle, ale cieszyliśmy się, że możemy mieć cały dom dla siebie.
Następnego dnia Julka zadzwoniła do mnie i powiedziała, że po południu wpadnie do nas ich ekipa remontowa. Mieli obejrzeć nasze mieszkanie i wycenić remont, podobno nie brali drogo, a działali cuda. Na dowód wysłała mi zdjęcia ich mieszkania, faktycznie efekt był niesamowity. Przedstawiłam propozycję mężowi i doszliśmy do wniosku, że nasza łazienka nie widziała remontu od 20 lat, kiedy mieszkała tu moja babcia. Nie mieliśmy teraz pieniędzy na remont całego mieszkania, ale zdecydowaliśmy się na samą łazienkę. Ekipa rzeczywiście nie wzięła dużo pieniędzy, a mój brat namówił nas na remont salonu i sypialni. Kuchnię remontowaliśmy dwa lata wcześniej, więc wyglądała wzorowo. Koszt odświeżenia pokoi pokrył Marcin, oddając swoje stare, choć wcale niezniszczone, meble chłopakom od remontów, dzięki czemu zostało nam trochę środków na wymianę kanapy i łóżka w sypialni. Jestem bardzo zadowolona z efektów, nawet Piotr, który sceptycznie podszedł do tematu, był pod wrażeniem wykonanych prac.
Po tygodniu mieliśmy gotowe mieszkanie, a na ten czas zatrzymaliśmy się u rodziców Piotra. Gdy wróciliśmy do siebie, Julka zaproponowała wspólne świętowanie remontów w najlepszej restauracji w mieście. Byliśmy im wdzięczni za polecenie świetnych fachowców i pokrycie kosztów malowania ścian, więc nie chcieliśmy im odmawiać tej przyjemności, zaoferowałam nawet, że my zapłacimy za kolację, a oni nie mieli nic przeciwko temu. Podczas spotkania Marcin wręczył nam ładnie zapakowane pudełko i powiedział, że to taki drobiazg od nich do naszego salonu. Zrobiło mi się głupio, bo my dla nich nic nie mieliśmy, musiało być po mnie widać zawstydzenie, bo Julia szybko poprawiła męża, że to raczej podziękowanie za zaoferowaną pomoc, gdy nie mieli się gdzie podziać. Od tamtej pory mamy dużo lepsze relacje i nawet nasi mężowie zaczęli się dogadywać.