Mój mąż ma dwóch synów z poprzedniego małżeństwa. Ich matka postanowiła odzyskać swojego męża. Gdy jej się to nie udawało, postanowiła wykorzystać swoich synów, aby wprowadzili zamęt w naszym życiu.
Synowie mojego męża są już dość duzi. Najstarszy skończył w tym roku 15 lat, a najmłodszy 13 lat.
Z jakiegoś powodu była żona mojego męża – Irena, postanawiała winą za ich rozwód obarczyć mnie. Wybrała dogodną pozycję ofiary i tego się trzyma. A prawda jest taka, że gdyby nie zdradziła męża, on nie złożyłby pozwu o rozwód. Sama narobiła bałaganu, więc nie ma prawa narzekać.
Irena zdradziła męża w bardzo trudnym dla niego momencie. Nie dość, że stracił pracę, to jeszcze miał problemy zdrowotne. Gdyby nie jego brat, pewnie nie byłoby go już na świecie, a jego ówczesna żona nigdy nawet nie odwiedziła go w szpitalu. W tym czasie romansowała z mężczyznami i układała swoje życie osobiste, bo jak twierdziła, że nie zamierza mieszkać z mężczyzną, który może stać się niepełnosprawny.
Wszyscy sąsiedzi szeptali za plecami mojego męża. Filip wiedział, że żona go zdradza, ale słuchanie tego od nieznajomych było podwójnie obrzydliwe, dlatego zdecydował się na rozwód. Zważając na sytuację, mój mąż podczas rozwodu zachował się bardzo w porządku– mieszkanie i resztę majątku zostawił byłej żonie, bo dzieci zostały z nią.
Niedługo po ich rozstaniu zaczęliśmy się spotykać. Znaliśmy się wcześniej, bo pracowałam w szpitalu, w którym przebywał. Kiedy jego była żona dowiedziała się, że się pobraliśmy, zaczęła podejmować próby powrotu Filipa do rodziny. Robiła wszystko, żeby między nami doszło do kłótni. Jednak mąż szybko postawił ją na swoim miejscu i zakazał wtrącania się w naszą rodzinę.
Teraz mieszkamy w moim mieszkaniu i razem wychowujemy dziecko. Aby wprowadzić zamęt do naszej rodziny, Irena postanowiła co tydzień podsyłać nam swoje potomstwo, bo „chłopcy mają prawo widywać się z ojcem”. Zgadzam się z tym i wszystko byłoby dobrze, ale oni mnie nie szanują. Nie słuchają się, pyskują i krzyczą, że chcą, żebym umarła. Czy to w ogóle normalne?
Co tydzień jest to samo. Często zdarza się, że chłopcy zostają u nas na dłużej niż tylko weekend, bo ich matka dużo podróżuje. Są takie miesiące, że więcej czasu spędzają u nas niż u siebie. Mimo to mąż płaci pełną kwotę alimentów. Zastanawiam się czy te pieniądze są dla dzieci czy byłej żony? Nie bez powodu ciągle podróżuje.
Nie chcę się nimi opiekować. Boję się, że zrobią coś mnie lub mojemu dziecku. Są już nastolatkami, a nie raz było głośno o nastolatkach, którzy dopuścili się strasznych czynów. Są niegrzeczni, pyskują, traktują mnie jak służącą. Robią na złość też mojemu synowi, bo lubią, jak płacze. A to zabiorą mu zabawkę, a to popchną, aż upadnie. Najciekawsze jest to, że chłopcy zachowują się dobrze w obecności taty. Dlatego Filip uważa, że przesadzam.
Sugerowałam mężowi, żeby wysłał chłopców wieś do babci, ale zdałam sobie sprawę, że oni nie poradzą sobie z nimi. Poza tym ojciec Filipa niedawno doznał udaru. Potrzebuje ciszy i spokoju, więc porzuciłam ten pomysł.
Wiele osób twierdzi, że wiedziałam, w co się pakuję. Ale skąd mogłam wiedzieć, że Irena i jej dzieci będą tak podłe? Przecież nie tylko nasza rodzina tak żyje, lecz większość ludzi znajduje jakiś kompromis i utrzymuje zdrową komunikację. A ja jestem po prostu w beznadziejnej sytuacji.
Co powinnam zrobić? O rozwodzie nawet nie chcę myśleć, bo bardzo kocham swojego męża i syna i chcę, aby moje dziecko dorastało w pełnej rodzinie.