Pojechałam z matką synowej do sanatorium. Tak się nie zachowuje ani żona, ani babcia!

Co ja przeżyłam… Taka historia, że aż trudno uwierzyć. Pojechałam z Krystyną, matką mojej synowej, do sanatorium. Może to i głupota z mojej strony, ale nie umiałam jej odmówić.

A ona, wiecie, to taka… no, heretyczka, można by rzec. Lepiej udawać, że się jej nie zna, jak zaczyna swoje wywody. Ale cóż, pojechałyśmy. Tak nalegała, żebym z nią jechała, bo ona nigdy nie była w sanatorium, a sama jechać nie chce.

I od razu, jak tylko tam dotarłyśmy, zaczęła się historia, jakiej się nie spodziewałam. W sanatorium pełno ludzi, spokój, a ona? Krystyna jakby zapomniała, że ma męża, zaczęła z każdym obcym facetem zagadywać, żarty, śmiechy. A ja? Ja tylko siedziałam i obserwowałam, jak ona robi z siebie wariatkę. Nawet na dancing mnie wyciągnęła. Powiem wam, jak tylko się trochę napiła, to z każdym tańcowała, przytulała się… Dobrze, że nie miałam przy sobie telefonu, bo bym nagrała i wysłała synowej. Niechby zobaczyła, co jej matka wyprawia.

Ale mało tego! Poszłyśmy na masaż. A ta Krystyna? Zamiast się cieszyć, zaczęła krytykować masażystkę, że u niej lepiej robią, że ta pewnie nawet szkoły nie skończyła. Wstyd mi było. Przepraszałam te biedne kobiety na osobności, ale niesmak został.

I jeszcze śniadania. Normalni ludzie biorą sobie tyle, ile zjedzą. A ona? Napchała sobie dwa talerze, jakby nie jadła od tygodnia. I jeszcze narzekała, że jej nie smakuje. Mówiłam jej: „Krystyna, z umiarem”, ale ona nic, jak ściana.

Krystyna ma dzieci, wnuki maleńkie. A zachowuje się tak, że głowa mała. Jakby jej wnuki wiedziały, co babka w sanatorium wyrabiała, to pewnie by złapały się za głowę. No bo jak to tak? Babcia, a taka lekkomyślna? To przecież żaden przykład dla młodych.

A co do mężów… no cóż, prawda jest taka, że nasi mężowie, teraz na emeryturze, trochę się zapuścili. Lenie takie, przed telewizorem siedzą, ale mimo wszystko, mąż to mąż. Są granice, których się nie przekracza. Nie można tak po prostu z łapami do innych facetów. A Krystyna? Ona chyba zapomniała o tych granicach.

Po powrocie synowa pyta, czy mi się podobało. Mówi, że jej matka taka zadowolona wróciła i musimy jeździć częściej razem. A ja na to tylko w myślach: „Po moim trupie”. Nigdy więcej już nie dam się namówić. Wróciłam do domu już jakiś czas temu, a nerwy mam do dzisiaj.

Tak to jest, kiedy myślisz, że robisz coś dobrego, a potem okazuje się, że to był błąd. Sanatorium miało być odpoczynkiem, a wyszło zupełnie inaczej. Człowiek się uczy na błędach, ale cóż… teraz już wiem, że z Krystyną nigdzie więcej nie pojadę. Wystarczy tego doświadczenia na całe życie.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *