Ta historia wydarzyła się parę lat temu mojemu przyjacielowi. Jego małżeństwo było na skraju rozpadu, ale wszystko zmieniło się wraz z narodzinami Franka. Waldek nigdy nie myślał, że narodziny syna tak na niego wpłyną. Każdego ranka budził się wcześniej i karmił Franka, aby jego żona mogła dłużej spać. Spędzał z nim czas, bawił się z nim – ale nie było w tym nic niezwykłego, to była jego rola jako ojca. Robił to z czystych pobudek i sam tego chciał, bo bardzo kochał swojego syna. Wszystko wydawało się być w porządku. Aż do tamtego dnia. Waldek wrócił do domu po spacerze z synem, ale nie zastał tam swojej żony. Ona odeszła.
Po prostu nie mógł zrozumieć, co takiego się stało, że spakowała swoje rzeczy i wyszła, zostawiając ich dwoje. Cały dzień szukał swojej żony, a wieczorem raczyła mu tylko wysłać SMS-a: „Nie szukaj mnie, mojemu synowi będzie lepiej z tobą. Jesteś dobrym ojcem, ale ja jestem złą matką. A poza tym kocham kogoś innego. Odeszłam”.
Po tygodniu samotnego życia z synem, Waldek zdał sobie sprawę, że nie daje rady i poprosił o pomoc swoją matkę, która z radością zaczęła opiekować się swoim wnukiem. Pół roku później jego żona stanęła w progu. Nie, nie wróciła do domu ani nie przyszła odebrać swojego syna. W ogóle nie interesowało ją to, jak sobie radzili przez ten cały czas. Przyszła, żeby Waldek podpisał jej papiery rozwodowe.
Rozwiedli się, a sąd zadecydował, że dziecko zostanie z ojcem, ponieważ matka go porzuciła. Ich syn ma teraz pięć lat, bardzo kocha swoją babcię i ojca. Nadal nie rozumie, kim jest jego matka, nawet jej nie pamięta. Od szwagierki Waldek dowiedział się, że jego była żona wyszła za innego, sporo starszego mężczyznę i w zeszłym roku urodziła córkę, którą razem wychowują.
A Waldek do dziś jest sam, bo twierdzi, że kobiety nie chcą mężczyzn z dziećmi.