Po ślubie zamieszkałam z mężem w domu teściów. Od razu, gdy się wprowadziliśmy, jego rodzice natychmiast zaczęli nas prosić o wsparcie finansowe na ich działkę. Początkowo dawaliśmy im spore sumy z naszych oszczędności, ale to było jak studnia bez dna. A potem, gdy urodził nam się syn, staliśmy się bardziej rozsądni w wydatkach.
Zdecydowaliśmy się wziąć kredyt hipoteczny i pójść na swoje. Ponieważ koszty wzrosły, nie mogliśmy już zaspokajać zachcianek teściowej dotyczących jej działki.
Teściowie mają na działce wspaniały domek, który nie wymaga pilnych remontów. Dom jest duży, drewniany, ma dwie kondygnacje, piękną dużą kuchnię i klimatyzację. Na górze są sypialnie z bardzo wygodnymi łóżkami. Ostatnio teściowie zmieniali dach, bo teściowej zamarzył się zadaszony taras. Jedyną rzeczą, którą teściowie chcą jeszcze zmienić, jest łazienka. Obecnie toaleta jest na zewnątrz, a oni chcą dobudować ją do domu. Ale my uważamy, że nie ma potrzeby, ponieważ teściowie przyjeżdżają na działkę tylko od maja do września, więc nie grozi im zimno. A skoro to dla nich takie ważne, mogli inaczej zaplanować remonty i zamiast zmieniać dach, zrobić w domu łazienkę.
Kiedy przestaliśmy dawać teściom pieniądze na niekończące się modernizowanie domku letniskowego, obrazili się na nas. Ich roszczenia stawały się coraz bardziej agresywne. – Och, gdybyśmy zrobili łazienkę, byłoby jak u normalnych ludzi, ale nie, musimy wychodzić na zewnątrz, jak zwierzęta – lamentowała teściowa. – Mamo, teraz spłacamy kredyt za mieszkanie, nie mamy już tyle pieniędzy – tłumaczył jej mój mąż.
– No cóż, jesteście młodzi, jeszcze mogliby wam dać dodatkowy kredyt – wypaliła teściowa. – Ale jak go spłacimy, skoro połowa naszych zarobków już idzie na ratę? – próbowaliśmy tłumaczyć. – A co my mamy powiedzieć. Ledwo wiążemy koniec z końcem, bo tylko ojciec pracuje, a moja emerytura jest niska – wypaliła teściowa.
– Mamo, przecież możecie poczekać z tą łazienką – próbowałam ją przekonać. – Cóż, w takim razie wasz syn też będzie czekał. Jeśli nie chcecie zbudować prawdziwej toalety, to wasz syn nie będzie tam przyjeżdżał. To niebezpieczne dla dziecka korzystać z wychodka na dworze. Nie wezmę na siebie takiej odpowiedzialności – powiedziała obrażona teściowa.
– Mamo, co ty bredzisz…? – zdenerwował się mój mąż. – To nie żadne brednie. Zrobicie toaletę, wszystko będzie w porządku. W przeciwnym razie wnuk spędzi całe lato w dusznym mieście – odparła, rozsiadając się w fotelu z zaciętą miną.
Aż trudno mi uwierzyć w podłość mojej teściowej. Pomagaliśmy tak długo, jak mogliśmy, a ona teraz stawia nam takie ultimatum. Nie wiemy, co robić. Ugiąć się i dać im te pieniądze na łazienkę, czy jednak twardo obstawać przy swoim? Żal mi tylko mojego synka, który uwielbia spędzać część wakacji na działce u dziadków, a jak znam teściową, to będzie uparta jak osioł i nie weźmie dziecka do siebie latem.