„Romans z przystojnym bogaczem sprawił, że czułam się jak bogini. Teraz jestem przykładną żoną, ale nie żałuję zdrady”

„Postanowiłam wypić to piwo, którego sobie nawarzyłam. I nie żałuję, bo okazało się wykwintnym szampanem! To był dar od losu, którego Jurek nigdy by mi nie podarował. Maciej był dla mnie nie tylko dżentelmenem, ale i świetnym kochankiem”.

Ulka była moją przyjaciółką jeszcze z podstawówki. W tamten pochmurny piątek umówiłyśmy się
w przytulnej kawiarni. Gdy przyszłam, siedziała już przy stoliku.

– Kochana, potrzebuję dużej kawy. Jestem padnięta! – ucałowałam przyjaciółkę w policzek
i klapnęłam na krzesło obok. – Wykończy mnie ten kredyt!

Jakiś czas wcześniej wzięłam kredyt na mieszkanie, a wkrótce potem straciłam pracę. Aby go spłacać, chwytaliśmy się z moim chłopakiem wszystkich możliwych zajęć. Dla mnie, graficzki komputerowej, roboty nie brakowało, tyle że na zlecenie, nie na etat. Natomiast Jerzy zdecydował się na wyjazd na Wyspy.

– Już zamawiam – powiedziała Ulka i zerknęła na zegarek. – Wiesz co, zaraz wpadnie tu na chwilę jeden mój klient. Nie gniewaj się, nie mogłam mu odmówić, nie zdążył dojechać do mnie do firmy. Tylko dam gościowi papiery i sobie pójdzie.

W sumie wyglądał zupełnie zwyczajnie

Niemal w tym samym momencie w drzwiach kawiarni stanął jakiś mężczyzna i zaczął się rozglądać. Ulka pomachała mu.

– Witam pana, panie Macieju – przywitała go, gdy podszedł. – To moja przyjaciółka Joanna – powiedziała. – A to pańskie dokumenty…

– Miło mi – przedstawił się, jedną rękę wyciągając ku mojej, a drugą przejmując papiery. – Nie będę paniom przeszkadzał, jeśli na chwilę się przysiądę? Zmęczyłem się, goniąc panią po mieście.

Nie wypadało powiedzieć: nie. Miałam jednak nadzieję, że nie zajmie Ulce dużo czasu, ostatnio tak rzadko miałyśmy okazję się spotkać… Tymczasem kelner przyniósł kawę, więc sącząc ją, czekałam, aż oni omówią biznesowe sprawy, a sama pogrążyłam się w niewesołych rozmyślaniach na temat stanu swoich finansów. Szczerze mówiąc, zupełnie się wyłączyłam z rozmowy i do rzeczywistości przywróciło mnie dopiero powtórne pytanie Ulki:

– A ty?

– Co ja? – ocknęłam się. – Nie słyszałam, o czym rozmawialiście, przepraszam.

– Nie chciałabyś sobie odpocząć przez weekend w górach? – spytała Ulka. – Mówiliśmy o potrzebie ucieczki od tego codziennego zabiegania.

– Kto by nie chciał – westchnęłam. – Wiele bym dała, żeby móc gdzieś wyskoczyć choć na parę dni, ale to niemożliwe.

Maciej spojrzał mi w oczy.

– Może nie jest to takie niemożliwe… – zawiesił głos.

– Dla mnie, niestety, jest – podtrzymałam stanowczo.

– A czy mogę wiedzieć, czym się pani zajmuje? – zapytał.

– Jestem graficzką. Pracuję obecnie dla agencji reklamowej i robię sto innych rzeczy.

– O, a ja wkrótce będę potrzebował nowych etykiet dla naszych produktów. Może mi pani dać jakieś namiary na siebie?

Wręczyłam mu wizytówkę. Kiedy gość wreszcie poszedł, Ulka nachyliła się ku mnie.

– Gratuluję! – powiedziała. – Ten facet jest bajecznie bogaty, możesz nieźle zarobić! To nasz stały klient, więc trochę o nim wiem. Jest bardzo uprzejmy, ale taki enigmatyczny, trochę dziwny, i nie znosi sprzeciwu, jak czegoś chce. Mam wrażenie, że potrafi człowieka zahipnotyzować.

Nie podjęłam tematu, bo z doświadczenia wiedziałam, że szanse na interes z dopiero co poznaną osobą są bliskie zeru. Ludzie często brali ode mnie wizytówki, lecz odzywali się potem rzadko… Maciej M. zadzwonił. Ale dopiero dwa miesiące później.

– Mam jedno pytanie: czy może pani wziąć dwa dni urlopu? – strzelił, ledwo się przedstawił.

– Słucham???

– Chciałbym z panią pojechać w góry, wspomniałem o tym przy naszym pierwszym spotkaniu.

– Ale przecież my się w ogóle nie znamy! – krzyknęłam.

– No to poznajmy się bliżej. Odpowiada pani spotkanie dziś o osiemnastej w tym samym miejscu, gdzie była pani z koleżanką?

Sama nie wiem, dlaczego się zgodziłam

Mam wrażenie, że jego głos, bardzo przyjemny zresztą, miał jakąś hipnotyzującą nutę. To, o czym mówiła Ulka.

– Pozwolisz, że przejdziemy na ty? – bardziej stwierdził, niż zapytał, kiedy usiedliśmy przy stoliku.
Skinęłam głową.

– Jak mówiłem, chcę z tobą pojechać w góry – powtórzył.

– Mam faceta! – zauważyłam.

– A ja mam żonę i dwoje dzieci. To ich nie dotyczy.

– Nie jestem przekonana.

– Przekonam cię.

To wszystko było tak dziwne, tak absurdalne i oderwane od rzeczywistości, że nie wiedziałam, jak zareagować.

– Zgódź się – powiedział. – Życie bywa nieprzewidywalne.

No i – ku własnemu zdumieniu – zgodziłam się!

– A czy mogę wiedzieć, dokąd jedziemy? – spytałam tylko.

– Lecimy – poprawił mnie Maciej. – W Alpy. Zbiórka na lotnisku w sobotę o jedenastej. Weź też coś wieczorowego…

Targały mną różne emocje. Ekscytacja. Strach. Radość. Wstyd. Cieszyłam się, ale i miałam wyrzuty sumienia wobec Jurka. Przerażało mnie, że ja, osoba zdawałoby się z gruntu rozsądna, uległam fascynacji kimś, kogo zupełnie nie znałam. I że tak mało wysiłku musiał włożyć w to, żeby mnie zdobyć. A z drugiej strony, imponował mi mężczyzna, który potrafił postawić na swoim. Wahałam się do ostatniej chwili, w końcu jednak postanowiłam wypić to piwo, którego sobie nawarzyłam. I nie żałuję, bo okazało się wykwintnym szampanem!

– Skąd wiedziałeś, że nie wystawię cię do wiatru? – zapytałam Maćka już w samolocie. – Nawet ja nie przypuszczałam, że stać mnie na takie szaleństwo.

– Po prostu byłem w stanie to sobie wyobrazić, a jeżeli coś można sobie wyobrazić, to jest realne. Wystarczy się postarać.

Lecieliśmy oczywiście pierwszą klasą, a na lotnisku czekała na nas limuzyna z kierowcą. Wąskimi, krętymi drogami dojechaliśmy do kurortu, którego nazwę znałam z gazet opisujących życie sławnych i bogatych. A teraz sama się w nim znalazłam! W bezwstydnie luksusowym pensjonacie, w apartamencie

z jacuzzi i widokiem zapierającym dech w piersiach. Po miesiącach żywienia się kurczakiem i chlebem z topionym serkiem nie mogłam też nie docenić wykwintnej kuchni… W ciągu czterech dni spróbowałam chyba wszystkiego, co było w karcie dań!

Spędziłam cztery dni w prawdziwym raju

Przez ten luksus i przepych raz czułam się jak kopciuszek na balu, a raz jak ostatnia ladacznica. Postanowiłam jednak nie robić sobie wyrzutów i cieszyć się bajką, w której nieoczekiwanie się znalazłam. Było to tym łatwiejsze, że Maciej okazał się nie tylko dżentelmenem, ale i świetnym kochankiem. Poza tym, kto wie, czy kiedykolwiek dostałabym od życia podobny prezent? Największą fantazją mojego Jerzego była jak dotąd wizyta w taniej pizzerii.

Chciałam, by te cztery dni trwały i trwały, kiedyś jednak musiały się skończyć. W drodze powrotnej prawie się do siebie nie odzywaliśmy. Czułam smutek, ale wiedziałam, że nie mogę prosić o więcej. Układ był od początku klarowny.

– Głowa do góry – powiedział na do widzenia Maciek. – Było wspaniale. Dziękuję, mała.

Po powrocie do domu długo jeszcze nie mogłam dojść do siebie, walczyłam z emocjami i nie umiałam się pogodzić z takim końcem. Tak bardzo chciałam zadzwonić do Maćka!  Godzinami wpatrywałam się w numer jego komórki, lecz ostatecznie rozsądek zwyciężył – wykasowałam ten kontakt.

Od 3 lat jestem szczęśliwą, przykładną żoną (Jerzego oczywiście) oraz matką bliźniąt, i ani mi w głowie skoki w bok. Ale za nic nie oddałabym wspomnień!

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *